poniedziałek, 20 maja 2013

Najlepsza terapia świata

Przez całą sobotę i niedzielę nie mogłam na niczym specjalnie skupić się. Nadwrażliwiec ze mnie okropny, ale nawet ja dawno sobie nie fundowałam takich katuszy sercowych :).

W każdym razie uważam, że na wszelkie huśtawki nastrojów, złe samopoczucie, złe myśli i generalnie doły najlepsze jest jedno rozwiązanie - porządny trening. Ale taki podczas którego w ogóle nie myślisz, a jeśli już to o tym co tu zrobić żeby przetrwać jeszcze jedną serię powtórzeń.

Bywały momenty, że trening mi nie pomagał, ale chociaż przez te 2-3 h. miałam świeży, otwarty umysł i nade wszystko dotleniony mózg. Trening jest dobry na wszystko, ale ostatnio stał się dla mnie swoistą sesją terapeutyczną.


Wydaje mi się, że z tego zmęczenia i endorfin człowiek w ogóle nie przejmuje się tymi doczesnymi sprawami, co i jak powiedzieć, kto co sobie pomyśli i co tu zrobić...to wszystko nagle traci na znaczeniu i przestaje być nadrzędną sprawą. Po prostu można się zdystansować do wszystkiego.

Potem niestety ta euforia mija, ale...wtedy trzeba iść za ciosem i próbować poprawiać sobie humor innymi sposobami.

Ja na ten przykład właśnie wróciłam z treningu i wpadłam na wspaniały pomysł: zrobię sobie peeling kawowy a potem wysmaruję serum antycellulitisowym, który sobie niedawno kupiłam.

Na poprawę humoru też jest dobry mega absurdalny humor, którego nie brak w internecie.

Internet to ogromne wysypisko śmieci. Spośród miliarda różnych stron, część ułatwia nam życie, a część jest po prostu...bez sensu, np to: http://heyyeyaaeyaaaeyaeyaa.com/  (co właśnie słucham od dobrych 10 minut :P), albo to: http://www.zombo.com/, tudzież to: http://www.omfgdogs.com/

Potem...włączasz YouTube i...niech Cię internet poniesie ku posiku ze śmiechu!

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz 100% racji. Trening i Internet pomagają zapomnieć, chociaż to pierwsze jest dla nas pożyteczniejsze.
    Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja np. dzisiaj od rana byłam mega zmotywowana, a później się najprosciej w świecie popłakałam. Powód był jeden: nie uda mi się. Zawsze będę pulpetem, który z zazdrością patrzy na innych. Masakra jakaś...

    OdpowiedzUsuń