piątek, 20 lutego 2015

Przerywając ścianę milczenia

Obiecałam sobie, że następny post będzie radosną nowiną na temat wyjazdu do Kanady. Miał być zwieńczeniem długiej drogi ku realizacji marzenia. Trochę się pokomplikowało...

Kilka tygodni temu otrzymałam wiadomość z Kanady, że są już nowe oferty pracy i mam im przesłać zaktualizowane CV. W te pędy wysłałam czego potrzebowali i...cisza. Upominałam się z lekka, ale Kanada każe czekać.


Żeby przetrwać tę niepewność narzuciłam sobie szybsze tempo życia. Oprócz treningów, codziennej bieżni i wszystkiego co i tak pochłaniało większość mojego dnia, zaczęłam wychodzić z ludźmi z pracy na imprezy i spotykać się z nowo poznanymi osobami. Poszalałam tak kilka tygodni, aż z wycieńczenia padłam na łóżko i zrozumiałam, że tak dalej być nie może jak obudziłam się o drugiej w nocy i nie mogąc zasnąć sprawdzałam pocztę w nadziei na odzew z Kanady.

Jest cholernie ciężko. Boleśnie odczuwam swój strach i żeby mnie nie przerósł czytam cały czas o samotnych podróżniczkach, mówię sobie, że dam radę, jestem dzielna, tak daleko zaszłam...


Wątpliwości nigdy mnie nie opuszczą. Strefa komfortu kusi, nęci, oplata rękoma moją szyję. Czasem sobie myślę - skoro tyle z tym problemów, może to naprawdę nie jest to?