piątek, 1 lutego 2013

Ale schudłaś! Jak to zrobiłaś?

Pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Nikogo nie spodziewałam się, ale otwieram, a tam...znajomi moich rodziców (tak, mieszkam z rodzicami).

Kiedy weszli, chwilę później zaczęli piać peany na mą cześć, że tak schudłam, że ładnie wyglądam, że och i ach, a potem posypały się miliony pytań: ile schudłaś? Jak to zrobiłaś? Jaką stosujesz dietę? Dużo ćwiczysz? Itd...itd...

Nie żebym nie lubiła takich pytań. Z radością prezentowałam nową figurę, mówiłam ile schudłam i skwapliwie potakiwałam jak to fantastycznie się teraz czuję. Potem jednak przyszła pora na konkrety.

"Bo wiesz...ja też chcę schudnąć, ale coś mi nie idzie..."

Na pytanie, jaką dietę stosuję, nie odpowiadam jednym zdaniem, w stylu: Dukana, tysiąca kalorii, czy żetpe (słynne "żryj połowę"). Metodycznie, z uśmiechem na ustach, zaczęłam opowiadać jaką to ja nie mam fantastyczną dietę, że dużo jem, że jest łatwa i przyjemna i że jest rewelacyjna. 

Potem same suche fakty: nie wolno łączyć tłuszczy z węglowodanami, nie wolno jeść przetworzonych potraw, cukru i białego chleba. Nawet zaoferowałam pożyczenie książki ("Szczupła bez wyrzeczeń"). I co?

"A to wiesz...przy okazji..."

To po jaką cholerę pytasz?

10 komentarzy:

  1. A u mnie odwrotnie. Jak kogos pytam to one unikaja odpowiedzi. nie wiem czy chca byc lepsze czy jak? Przyznam, że z dietą kiepsko mi idzie. Dopiero trafiłam na Twój blog, więc nie mam pojęcia o Twoim żywieniu. ale sobie przejrzę i może mądrości dietetycznych nabiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz do mnie to Ci wszystko wyjaśnię :)

      Usuń
  2. Nie miałam jeszcze czasu przeczytać całego Twojego Bloga, ale przeczytałam wpisy ze stycznia i kilka wcześniejszych. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo 14 stycznia podjęłam walkę o siebie z wagą 93,2kg - więc prawie taką samą jak Twoja w tamtym momencie. Nie mam konkretnej diety, bo w przeciwieństwie do miliona moich wcześniejszych prób, postanowiłam zmienić styl żywienia, życia, a dieta zawsze kojarzyła mi się z czymś tymczasowym. Nic nie wiem na temat Montignac'a - jeśli możesz coś polecić będę wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam tę stronę: http://montignac.com.pl

      Usuń
  3. najwazniejsze w odchudzaniu to:
    cel--> silna wola--->dieta--->codzienne treningi--->suplementy---> konsekwencja ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post :) Dokładnie to samo wiele razy przechodziłem :) Wszyscy by chcieli , wielce dopytują ale jak przychodzi co do czego to olewka. Najlepiej żeby dać im nazwę jakiś tabletek żeby po nich lepiej wyglądali i mogli leżeć przed tv :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to prawda... wielu by chciało schudnąć bez wysiłku. Tak jak bez wysiłku się tyło ;) Najlepiej tak jak poprzedniczka napisała- tabletka i z głowy. A jak się okazuje, że to wymaga więcej wysiłku i zachodu, to już "przy okazji" ;) A przecież niełączenie nie jest aż takie trudne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hah, skad ja to znam.. a najlepsze jest jak ludzie, ktorzy nie radza sobie ze zrzuceniem wagi i nawet nie probuja z zazdrosci albo obgaduja albo komentuja w jakis niemily sposob, ze jak schudla to na pewno sie glodzila albo brala jakies srodki na odchudanie itp.. Latwo komentowac, trudniej osiagnac

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, bo wiesz to się wiąże z tym, że póki człowiekowi nie zacznie być naprawdę źle z jego wyglądem, dopóty nic tym nie zrobi. Ot i tyle. Jakbyś im powiedziała, że wystarczy wstawać codziennie o 6 rano i robić na czczo 10 pompek to i tak by tego nie zrobili, bo jednak wymaga to od nich wstania tak rano :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Poznałam parę, która dużo przytyła po zamieszkaniu razem. Oboje twierdzą, że bardzo chcą schudnąć, ale"on nie chce zastosować jej diety, a ona jego diety". W związku z tym maja do siebie pretensje i świetny pretekst, aby nic nie robić:)

    OdpowiedzUsuń