czwartek, 31 stycznia 2013

Faza przejściowa

Życie w fazie przejściowej jest łatwe, ale bywa uciążliwe.

To naturalne, że wiele sobie obiecujemy po schudnięciu do wymarzonej wagi, bo jest to po części też nasza motywacja. Kiedy myślę o sobie 55-kilogramowej to widzę świetlaną przyszłość w różowych barwach. Oczywiście rozsądek nakazuje mi ostudzić ten zapał, bo rozczarowanie może być bolesne, ale...chodzi przecież tylko o to, aby schudnąć i utrzymać wagę.

Cel jest jasny - schudnąć. Środki wymyślasz już sama - jaka dieta, ćwiczenia i ewentualne wspomagacze (w sensie suplementy diety). Pół biedy jak masz do zrzucenia 5 kg. A co, jeśli chcesz schudnąć tyle, że po roku czasu rodzona matka będzie miała problem z rozpoznaniem Ciebie?

Ten czas między byciem "dużo większym" a "dużo mniejszym" to z mojej perspektywy faza przejściowa.

Plusy tej fazy są oczywiste dla takich leniuchów jak ja ;). Nie muszę stroić się, co miesiąc farbować włosów i mieć ładnych paznokci. Po schudnięciu czułabym się zobligowania do lepszej prezencji. Teraz...zakładam dres, wyciągniętą koszulkę i idę do siłowni nie zwracając przesadnie uwagi na swój wygląd.



Poza tym faza przejściowa może być dobrym, bo powolnym rozpoczęciem pracy nad sobą i większą pewnością siebie. Z dnia na dzień nikt przecież nie zmienia swoich cech. A teraz jest idealny moment!

A jakie są minusy? Nie jestem już ani "bardzo duża" ani też szczupła. Noszę wciąż jednak ciuchy sprzed schudnięcia, które oczywiście są za duże, nieforemne, a do tego mają czasem nawet 10 lat.

I co teraz? Kupić kilka bluzek i spodni, które za kilka miesięcy i tak będą za duże? A może kupić nieco obcisłe, żeby wystarczyły na dłużej? Podobnie bielizna. Staniki mam pożal się Boże, ale po co mi dobrej jakości biustonosz idealnie dobrany do figury, który i tak za kilka miesięcy (mam nadzieję!) będzie nadawał się do wyrzucenia?

Pewnym wyjściem z tej sytuacji jest lumpeks, bo nie będzie mi żal wywalić ciuchów za 10 zł., ale...po co mi ładne bluzki w fazie przejściowej?

Ps. Moja waga ostatnio bardzo mnie irytuje, więc żeby uchronić ją przed niechybną śmiercią przez rozbicie, zacznę ważyć się raz w tygodniu.

8 komentarzy:

  1. Myślę, że nie trzeba czekać na efekt finalny. Warto nagradzać siebie za różne etapy odchudzania. Wiadomo, że to nie ma być jedzenie ;) Może pomyśl inaczej- skoro nie jadłaś słodyczy, to zaoszczędziłaś na fajną bluzkę :) To wielka i bardzo motywująca przyjemność kupienia ciucha w mniejszym rozmiarze niż dotychczas :) Jeśli nie chcesz pomimo wszystko wydawać kasy, to może zamiast markowych ciuchów pójdź po prostu na rynek? Tam biustonosze są często sporo tańsze, bluzki i spodnie też się znajdą ;) U mnie działa taki śmieszny mechanizm, że wraz z ubywającymi kilogramami przybywa mi pewności siebie, czuję się coraz bardziej sexi, choć do ideału mi jeszcze daleko! Ale czuję się w sobie lżejsza i to mi dodaje skrzydeł. Chcę wyjść i wyglądać ładnie :) A czekanie na efekt końcowy może być nużące i zniechęcające. Pracujesz ciężko nad swoją sylwetką- myślę, że pora na nagrodę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nie muszę stroić się, co miesiąc farbować włosów i mieć ładnych paznokci. Po schudnięciu czułabym się zobligowania do lepszej prezencji."

    czemu teraz się tak nie czujesz? może jakbyś zaczęła bardziej dbać o swój wygląd, poczułabyś się lepiej? może wtedy zrzucenie wagi przestałoby być aż tak ważne i zajmujące?

    ja kiedyś nosiłam rozmiar 44 i chudnąc, oddawałam ciuchy koleżankom albo sprzedawałam. jedna torba wylądowała też w czerwonym krzyżu (czy jak to się w polsce nazywa), więc aż taka strata to nie była, a zawsze lepiej się czułam, mając na sobie coś ładnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zadbaj o siebie już teraz, kup sobie te ciuszki w lumpeksie i nie żałuj na to paru złotych. Niech ubrania chudną z Tobą, będzie Cię to motywować bardziej, niż gdy będziesz chodzić w rozciągniętych starych łachach!

    Zapraszam na http://checkouterka.blogspot.com , właśnie zamierzam zacząć przygodę z ochudzaniem, po raz 3... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biustonosz musisz mieć, i to dobrze dobrany, żeby się nie okazało nagle, że widzisz w lustrze obwisłe piersi...
    A jedną czy dwie bluzki przecież można kupić, nawet dla własnej satysfakcji. Choć generalnie mam to samo co ty, nie chce mi się inwestować w ciuchy "przejściowe".

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z opinią powyżej :) Ja przy ludziach na siłownie nie wyszłabym w byle czym jak robią to nie które osoby ,np wlaśnie mają zle dobrany stanik i inne historie, nie stroje się nie maluje paznokcie ale przy ludziach trzeba wyglądac schludnie :)
    Przepraszam ale Proszę o pomoc dla mojej koleżanki Ewy która walczy z rakiem każda złotówka się liczy , więcej informacji znajdziesz na moim blogu : http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Namówiłyście mnie! Idę jutro do bratfitterki! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem osobą, która nie raz próbowała ( to właściwe słowo ) się odchudzać. Dzięki Twojemu postowi zdałam sobie sprawę, że mój sposób wybierania ubrań jest chory. Zawsze przymierzając coś myślę o tym, że za jakiś czas przecież będę szczuplejsza i patrzę, czy da się to w razie czego zwęzić albo ścisnąć paskiem. Na szczęście już nie kupuje za małych ubrań, a kiedyś to mi się zdarzało:)

    OdpowiedzUsuń
  8. w lumpeksach jest cała masa super ciuchów takich większych, powyżej M/38 więc naprawdę możesz ubrać się za grosze. ja np. z S-ką nie mam takiego wyboru w tym przypadku ;)
    tak więc korzystaj póki możesz ;)

    OdpowiedzUsuń