środa, 17 października 2012

Stało się. Waga pokazała...

...dwucyfrową liczbę! A dokładnie 99,7 kg., więc oficjalnie mogę powiedzieć, że pierwszy duży cel został osiągnięty!

Jestem szczęśliwa. Spodnie, które miałam kupione na początku diety i które musiałam nosić pod brzuchem, bo nie mieściły się dalej, teraz są luźne i potrzebuję do nich paska. Poza tym płaszcz na guziki, który wcześniej był przyciasny, a teraz jest luźny, czy pierścionek, który spada mi z palca i wiele innych rzeczy o których mogę pisać i pisać...ale nie o tym chciałam.



Nie mogę uwierzyć, że odchudzam się już prawie cztery miesiące, dla mnie to zleciało jak miesiąc-dwa. Wiadomo, że czuję się coraz lepiej we własnej skórze i sukcesy dodają mi skrzydeł, ale przychodzą czasem takie momenty, kiedy jest mi po prostu źle.

Wtedy pojawia się w głowie kalkulator i diabeł, który szepcze mi do ucha, że po tak długim czasie dalej jestem gruba, więc ile jeszcze będę musiała czekać, żeby być szczupła? Według moich obliczeń, do wymarzonej wagi potrzebuję minimum 11 miesięcy...

A wiecie skąd ten diabeł? Związany jest on z tym odkładaniem życia na później, o którym pisałam tutaj i tutaj. Kiedy myślę o 11 miesiącach jako czekaniu na "lepsze życie", to mam ochotę się poddać i rzucić to wszystko w cholerę. Taka wymówka. A co zrobię po najedzeniu się pączkami i czekoladą? Pójdę na kurs nurkowania, o którym pisałam, że jest jednym z moich celów? Oczywiście, że nie.


Nie jestem psychologiem i te wewnętrzne podszepty, sprawa podświadomości itp. są dla mnie ogromną zagadką. Czasem o swojej podświadomości myślę, jak o jakimś obcym, dzikim człowieku, na którego muszę uważać, aby go nie zranić, czy sprowokować.

W każdym razie do tej swojej dzikiej podświadomości wysyłam sygnały: musisz jeszcze poczekać na swój cel, ale żyj i oddychaj pełną piersią jak to do tej pory robiłaś.

Bardzo pocieszającą myślą, która dodaje mi otuchy, jest: ten czas i tak zleci. Różnica jest tylko taka: za rok możesz być gruba, albo szczupła, a wybór należy do Ciebie.

A jaki jest następny duży cel? 86 kg. - waga licealna, od której startowałam po raz pierwszy odchudzając się z sukcesem :).

4 komentarze:

  1. nie wolno się zniechęcać tylko dlatego, że osiągnięcie naszego celu wymaga oooogromnej ilości czasu (i oczywiście ciężkiej pracy). przecież czas i tak upłynie!! więc chyba lepiej go wykorzystać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, gratuluję, to wielkie osiągnięcie. Czym tu się zniechęcać? Jest coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również gratuluję. I z doświadczenia powiem, że im więcej różnorodnych sposobów na utratę wagi się poznaje to tym większą motywację się ma na utratę zbędnych kilogramów. Największe wrażenie zrobiły na mnie ćwiczenia fitness wraz z stosowaniem spalaczy tłuszczu i witamin i minerałów.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluje :) i powodzenia w wytrwaniu i osiąganiu swoich celów :)

    OdpowiedzUsuń