sobota, 13 października 2012

Czy aby na pewno stres jest dobry przy diecie?

Przez ostatnich kilka tygodni stresu i pracy mam aż nadto. Niewyspanie, głód i brak czasu na myślenie o bzdurach...czy to dobrze?

Jakiś czas temu pisałam o miłych, romantycznych snach. Niedawno znowu miałam jeden. Ponownie obudziłam się z lekkim uśmiechem na ustach i ekscytacją, że może jednak jest ktoś, kto kiedyś...a potem rzuciłam się w wir pracy. 

Jeżeli ktoś zastanawia się co zrobić, żeby nie rozwalać sobie dnia bezsensownym bujaniem w obłokach, to jest na to jedna rada - pracoholizm. Wieczorem dopiero sobie przypomniałam o swoim śnie, ale jak to z naszymi marzeniami sennymi bywa - już nie do końca pamiętałam co w nim (i kto!) było. 

Uwielbiam swoją pracę. Niemal każdy jej aspekt mnie pociąga i ekscytuje, nawet te czynności, które nie są związane z moim hobby. Szefostwo niestety pogroziło zamknięciem naszego działu i wywaleniem nas z pracy. To wbrew pozorom obniżyło moją motywację, ale teraz chyba jest dobrze. Zresztą wizja bezrobocia prześladuję mnie od początku tego roku, więc powinnam się przyzwyczaić.

W niektórych magazynach piszą, że stres jest wykluczony podczas diety, bo wiadomo - my grubasy stres zajadamy. Ja zajadam "po-stres", czyli jem podczas chwili wytchnienia i traktuję to, jako rekompensatę wcześniejszego, strasznego okresu. Teraz mi się odmieniło i w trakcie burzowych tygodni miałam jedną chwilę trwającą ułamek sekundy, podczas której myślałam - nie wytrzymam tego, muszę zjeść coś słodkiego. 

Na szczęście nic się nie stało. Napiłam się coca-coli light (substytut słodyczy...), przemyślałam swoje plany na przyszłość i stwierdziłam, że w sumie jak stracę pracę to zawsze znajdzie się jakaś alternatywa. Niekoniecznie jednak w zawodzie. Jedzenie mi w tym niestety nie pomoże, więc lepiej chudnąć i dalej realizować swoje cele. 

Sama jesień też nie pomaga. Ostatnio coraz częściej myślę (przed snem) o tym, jak dobrze byłoby mieć kogoś i że tracę najlepsze lata swojego życia na jakąś bezsensowną bieganinę, zamiast romanse i radosne uczucia zakochania. Na szczęście jestem cały czas na drodze do upragnionego celu. Niecałe pół kilo brakuje do dwucyfrowej wagi :).

3 komentarze:

  1. A może pomyśl, że najlepsze lata Twojego życia dopiero przyjdą? Głowa do góry!

    Mi też jesień trochę przeszkadza, zwłaszcza to że tak szybko robi się ciemno i ponuro ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No muszą przyjść, w końcu po to się odchudzam :)

      Usuń
  2. U mnie to różnie bywa, ale zwykle tak jak Ty jem w chwili wytchnienia. Nie możemy się temu dawać. Cieszę się, że masz pracę do której chętnie wstajesz i mam nadzieję, że u mnie kiedyś będzie tak samo. Trzymam za Ciebie kciuki, niech waga leci w dół! :)

    OdpowiedzUsuń