sobota, 18 sierpnia 2012

Po schudnięciu wszystko się ułoży

Rozmawiałam z kilkoma grubasami i wiem, że większość ma tak samo. Kiedy jesteś gruba - odkładasz życie na później. Pół biedy jeśli masz plan odchudzenia się i go realizujesz, ale co z osobami (a znam takie), które mawiają: "noo...może kiedyś..." ?

Wiele sobie obiecywałam po schudnięciu. Że znajdę ciekawą, dobrze płatną pracę, będę miała więcej znajomych i co weekend będę chodziła z nimi do pubu, albo na imprezy, a tam będę podrywana przez tabun facetów. Generalnie w moim wyobrażeniu byłam dziewczyną z gazet. Wiesz o co chodzi. Fajnie ubrana, bez większych problemów, mająca ładne mieszkanko ciekawie i dobrym guście urządzone, co rok wyjeżdżająca na egzotyczne wakacje i uprawiająca sport. Taka zawsze chciałam być.

A'propos sportu. Oprócz jazdy na rowerze, uwielbiam też pływać. Kiedyś dużo pływałam, teraz wstydzę się rozebrać, ale dwa lata temu obiecałam sobie, że zapiszę się na kurs nurkowania. Wymówka jest taka, że dla grubasów nie ma odpowiednich strojów. W sumie nie wiem, nie odważyłam się sprawdzić, ale wiem też, że większość obietnic złożonych sobie nie dotrzymywałam.

Dopiero teraz zaczęłam. Pierwszym krokiem było kupienie sobie obiecanego masażera. Wiem, że to głupie, ale nigdy nie nagradzałam siebie. Kiedy dostałam dyplom z wyróżnieniem nie byłam z siebie dumna, tylko miałam poczucie, że to...niezasłużone. Zawsze chętniej siebie karciłam niż chwaliłam, ale to chyba normalne wśród zakompleksionych grubasów.

Teraz do tego "życia po schudnięciu" podchodzę z nieco większą rezerwą, chociaż dalej łapię się na myśleniu: co będę robić za pół roku/ rok, albo: "jak będę szczupła to nie będę miała tego problemu".

Oczywiście, że dalej będą problemy. Na szczęście to rozpaczliwe odkładanie życia na później minęło mi dwa lata temu, kiedy porzuciłam myśl "zrobię to jak schudnę" i wyjechałam za granicę...dosyć daleko. Nagle zaczęłam żyć pełną parą i ostatnią rzeczą o której myślałam była moja tusza.

Teraz zaś żyję...normalnie. Nie jak dziewczyna z gazety, ani jak zapłakana grubaska w ciemnym pokoju. Mam pracę, którą lubię, znajomych, swój pokój (na mieszkanie mnie oczywiście nie stać) i w miarę możliwości realizuje swoje pomysły i pasje, czyli choćby nawet fitness, czy wycieczki. Kiedy przestałam zrzucać za wszystko winę na kilogramy, moje życie w miarę ustabilizowało się. Co prawda dalej marzę o pięknym mieszkaniu i lepiej płatnej pracy, albo spektakularnej podwyżce ale...któż nie marzy?

7 komentarzy:

  1. I tak trzymać :) Też odkładałam życie na potem bo byłam grubsza, brzydsza i głupsza. Teraz z tym walczę bo to nie ma sensu. Metoda małych kroków jest najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ciągle odkladam życie na później. Żal mnie ściska, jak widzę ile dziewczyn w moim wieku chodzi na dyskoteki itp. Boje się robić coś co nie jest zaplanowane, nie umiem życ spontanicznie, ale wierzę, że jak schudnę i poprawię swój wygląd będzie inaczej...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, ile ja miałam nadziei związanych ze schudnięciem...Częsć się spełniła, ale ogromna większosć problemów została...Miało wszystko być takie piękne, proste, oczywiste...Są rzeczy, na które mamy wpływ, ale jest tyle, na które nie mamy żadnego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety tak mam... odkładam wszystko na potem :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Schudnięcie przyniesie wiele pozytywnych zmian. Ta myśl przytrzymuje mój trening i dietę przy życiu. Pozdrawiam, i życzę Ci powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo to podczas odchudzania trzeba już zacząć inne lepsze życie. Od pierwszego dnia. Odwagi! Bo opłaca się seriously! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ha! sounds familiar. ja miałam dodatkowo taką sytuację, że w pewnym momencie życia udało mi się zrzucić dodatkowe kilogramy i wtedy nagle wszystko zaczęło iść jak z płatka. wszystko się układało, samo szczęście i powodzenie. byłam wtedy pewniejsza siebie, ale później, kiedy znów przytyłam, uświadomiłam sobie, jakie to było oszustwo. taka tombakowa pewność siebie. wygląd, owszem, jest bardzo ważną częścią każdego, ale ja pozwoliłam, żeby stał się najważniejszą i przez to mogłam stracić wiele ważnych rzeczy.
    oby dalej marzyć i się realizować. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń