poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Po schudnięciu cd.

Tak sobie myślę, że w tym poście o życiu po schudnięciu nie zawarłam wszystkiego co chciałam. Przede wszystkim chcę Tobie powiedzieć, że nawet grubas może żyć i oddychać pełną piersią.

Dziś mój szef stwierdził, że fajnie by było napisać reportaż z nauki skoków ze spadochronu (nie pytaj skąd mu się to wzięło). Jako, że jestem w firmie jedną z nielicznych osób, którym cokolwiek się chce, powiedziałam, że ekstra, mogę spróbować napisać, zwłaszcza, że kiedyś marzyłam o takiej nauce. 

Przypominam fakt, że ważę ponad 100 kg. i daleko mi do żyrafy. Dopiero później, jak się zgłosiłam, zaczęłam się zastanawiać nad tym pomysłem. Pojawiły się wątpliwości (ale jak to, na pewno linki się urwą pod moim ciężarem itp.) Ale wiecie co? Zrobię to! Przede wszystkim dlatego, że moje odchudzanie to nie jest jakieś wybawienie i po nim nie zacznę nagle żyć (bo już żyję), ale również chcę to zrobić dla tych, którzy uważają, że grubas musi siedzieć w domu i nikomu się nie pokazywać, aż do schudnięcia.

Myślę, że takie podejście do odchudzania, bardzo je ułatwia. Nie jest to sprawa życia i śmierci (pomijam ekstremalne przypadki) i podczas odchudzania nie jesteś chorobliwie skupiona na diecie. Ja w każdym razie nie jestem.

Dlaczego odkładać plany na później? Jest wiele rzeczy, które można robić już teraz, jak wycieczki, nauka tańca, nauka języków, niektóre sporty (wiadomo, że czasem nadwaga jest przeciwwskazaniem, ale skoki ze spadochronem mogą uprawiać osoby ważące maksymalnie 120 kg., więc się mieszczę ;) ), i wiele innych, które sprawiają, że czujesz, że żyjesz.

Od pewnego czasu po prostu cieszę się życiem. Nie jest to niestety takie życie jakie sobie wymarzyłam, bo też nie na wszystko mnie stać, ale nigdy, żadnej okazji nie przepuściłam, chyba, że byłam obłożnie chora. Teraz, kiedy jestem na skutecznej diecie i codziennie widzę niższą wagę, jestem jeszcze bardziej radosna, bo robię coś dobrego dla siebie.

Myślę też, że ci, którzy uważają, że nagle zaczną realizować swoje marzenia, kiedy schudną te swoje 10-20, a nawet 50 kg., są w błędzie. Życie będzie toczyło się dawnym torem, dalej nie będzie ci się chciało wychodzić na basen, do kina po pracy, ani na kajaki w wakacje. Ja pewnie także nie zapiszę się na kurs nurkowania, chociaż, kto wie...

Są jednak rzeczy, których teraz nie robię, a na pewno zrobię po schudnięciu. Są to imprezy alkoholowe (dieta mi zabrania ;) ) i nie rozglądam się za miłością, ani nie zakładam konta na portalu randkowym. Po prostu nie mam teraz do tego głowy i skupiam się tylko na sobie. Ot egoistka :).

8 komentarzy:

  1. A ja zawsze, życie uzależniam i uzalezniałam od schudnięcia. Mam wieczną wymówkę: " Ok ale jak schudnę tak z 10-20 kg"

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, tu Mar z bloga o zaburzeniach odżywiania.
    Czy wiesz, że zgadzam się z Tobą w ogromnym stopniu?
    Ze mogę się podpisać pod każdym Twoim zdaniem?

    Robiłam podobnie, wydawało mi się, że muszę odsuwać wszystko dopóki nie będę zdrowa (tutaj analogia do schudnięcia). Tym, czym dla osób otyłych było odchudzanie, z tego co piszesz, tym dla mnie był proces zdrowienia z zaburzeń odżywiania.
    Zakochać się? - nie wolno - bo jestem chora, na anoreksję lub bulimię.
    Odnieść sukces? - nie wolno, nie należy mi się.
    Pojechać na wakację - nie, nie zasłużyłam, najlepiej się schować w domu i ponieść karę za to, żę się choruje. Odłożyć życie na potem, kiedy już się naprawię.

    To był element mojej choroby. Teraz już tak nie myślę. Czym jestem zdrowsza tym pełniej zyję, czym pełniej żyję, tym jestem zdrowsza.

    Zaimponowałaś mi tym skokiem ze spadochronu! Czytam i czytać będę, Mar
    http://zaburzeniajedzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie!
    staram się za dużo moją wagą nie przejmować, fakt, paru rzeczy robić nie mogę,ale nie uzależniam planów życiowych od schudnięcia. Muszę to zrobić dla zdrowia i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  4. życie i tak się toczy swoim torem, przecież nie da się "zamrozić" i obudzić się chudą, tak to nie działa...Trzeba żyć w miarę normalnie i ...

    OdpowiedzUsuń
  5. "dalej nie będzie ci się chciało wychodzić na basen, do kina po pracy, ani na kajaki w wakacje" - straszna głupota! w ogole sie nie zgadzam. co za totalna bzdura???!!

    jak schudnę to bedzie mi sie chciało iść na basen , będzie łatwiej psychicznie i tym samym lepiej.

    do kina po pracy! pewnie ze tak. bede zadowolona z siebie.

    i na kajaki jak najbardziej! jak schudnę to z miłą chęcią pójdę.

    co za bzdury wypisujesz????!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo oczekujesz od schudnięcia :). Ja już byłam szczupła i uwierz mi, niewiele się w życiu zmienia.

      Usuń
  6. Nie tylko otyłe osoby tak mają. wiele osób ma tendencję do odkładania różnych rzeczy na później, na "lepsze czasy" z różnych powodów. Często chcemy zacząć jakieś nowe hobby, zapoczątkować inny styl życia itp, ale mówimy sobie że w nowym roku, jak będzie trochę więcej pieniędzy czy czasu. To są tylko wymówki, bo tak naprawdę to nam się nie chce burzyć wygodnej rutyny i często boimy się innego, nieznanego.
    Ja zaś należę do tych w gorącej wodzie kąpanych i wszystkie nowe pomysły muszę realizować na cito, co też nie jest do końca dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja rowniez plany "miłosne" przekladam na chcudszy okres; teraz skupiam sie na sobie, na tym aby odzyskac dawny wyglad; nie da sie oszukac, jesli zle sie czujesz we wlasnym ciele, nie akceptujesz siebie, swojego wygladu to odbija sie na realcjach z innymi, emanujemy zła energia, przygnebieniem i apatią do czeko kolwiek

    OdpowiedzUsuń