niedziela, 16 czerwca 2013

Taka gruba, a ma taką kondycję??

Ten tydzień był wyjątkowo pozytywny jeśli chodzi o dietę i ćwiczenia. Przeszłam samą siebie ;).

Przede wszystkim jem zgodnie z zasadami diety zbilansowanej, chociaż czasem przymykam oko na truskawki (w sensie - po prostu ich nie doliczam), czy inne duperelki. W sobotę weszłam na wagę nie spodziewając się cudów, ale zostałam pozytywnie zaskoczona - pół kilograma mniej. No to jeszcze 800 g. do zrzucenia wyjazdowej nadwyżki.

A'propos wyjazdu! Wczoraj oprócz cotygodniowego treningu Body Pump poszłam na takie wydarzenie promujące różne dyscypliny sportowe i ostatecznie dzień skończyłam na trzygodzinnym treningu. Najlepsze jest to, że byłam tak pozytywnie naładowana energią, że mogłabym więcej poćwiczyć! Za to "dzień po" jest dosyć...bolesny. Bolą mnie zwłaszcza tricepsy (i chwała im za to! Precz z bułkami!) i standardowo uda.


Na wyjście namówiłam koleżankę E., z którą pojechałam na ten nieszczęsny długi weekend. Poszłyśmy na crossfit, a potem yogę.

Crossfit prawdę mówiąc nieco mnie przerósł, ale to dlatego, że trzeba było podciągać się na drążku zawieszonym z 3 m. nad ziemią, więc zrezygnowałam, bo kto by takiego kloca jak ja podsadził ;). Za to z podnoszeniem ciężarów nie miałam żadnych problemów, a na koniec jeszcze pobiegłam na górkę i z niej zbiegłam do mety.

E. to szczupła dziewczyna, która nie trenuje. Po całym treningu poszłyśmy jeszcze na koktajl czekając na jej faceta M., który miał ją zawieść do domu. E. nagle w rozmowie powiedziała, że mam niesamowitą kondycję i ona jest w szoku. Powiedziałam jej, że przecież trenuję już od pół roku, więc mam prawo ;).

Ta nagle zaczęła mówić, że z M. nie mogą się nadziwić, że w Gdańsku dałam radę wejść na wieżę bazyliki Mariackiej, chociaż mam budowę...no i tu urwała. Jednak domyśliłam się o co mogło jej chodzić. Mam widoczną nadwagę (a właściwie otyłość) więc powinnam być słabsza kondycyjnie. Tak po prostu, mimo ćwiczeń.


Dodatkowo, kiedy powiedziałam jej, że ćwiczę 5x w tygodniu to zrobiła tak wielkie oczy jakby nie mogła zrozumieć, że ćwicząc tyle można dalej wyglądać...po prostu jak ja. Trochę mi przykro, że nie widać tego, że ćwiczę, ale sama zauważam postępy więc to jest chyba najważniejsze?

11 komentarzy:

  1. Nie martw się, szczupli ludzie nie mogą wiedzieć ile ciężkiej pracy i wysiłku potrzeba włożyć, żeby zrzucić nadprogamowe kilogramy gromadzone latami. Najważniejsze to się nie poddawać! Jestem z tobą całym serduchem i trzymam kciuki, żebyś z rozsądkiem i pogodą ducha dotarła do wymarzonej sylwetki ! :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzam się z tym, wiem ile trzeba pracy by osiągnąć cel mimo, że jestem szczupła.
      Codzienne zmaganie się ze swoimi słabościami jest trudne, a nawet bardzo trudne. Ludziom szczupłym jak ja jest równie trudno zmienić sylwetkę, zwłaszcza że organizm broni się przed utratą kilogramów.

      A i tak najważniejsza jest samoakceptacja bo bez tego nawet po schudnięciu 20 kg wyszukamy w sobie nowe wady lub ciągle będziemy niezadowoleni z własnej figury.

      Usuń
  2. Aż smutno się czyta. :(
    Najważniejsze to, że robisz dla siebie bardzo dużo, że nie siedzisz na kanapie z puchą lodów i nie użalasz się nad sobą. Potrzebujesz zmiany i do niej dążysz. A upragniony cel można zdobyć tylko dzięki wysiłkowi. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę Ci powiedzieć że w ostatnich 6 miesiącach zrzuciłem z siebie 27 kilko. W tej chwili już wychodzę z diety. Przez ten czas miałem przyjemność wysłuchać kilka razy co poniektórych ludzi z mojego otoczenia a nie były to rzeczy miłe - tylko ja to miałem głęboko w d.... i robiłem swoje. Tobie też tak polecam - sama wiesz ile jesteś warta po tym wszystkim co do tej pory osiągnęłaś - nie poddawaj się i dąż do celu, Ciężka praca przynosi zawsze na końcu poczucie zwycięstwa w Twoim przypadku to nastąpi tak czy inaczej - więc trzymaj się, Twojego bloga bardzo fajnie się czyta bo widać, że jest taki autentyczny, prawdziwy.
    Pozdrówki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Popatrz na to z drugiej strony, oni uważający się za lepszych (chudszych) okazali się słbiaczkami. Tym większa satysfakcje powinnaś mieć prowadzając ich w osłupienie. Przy dalej do przodu i nie poddawaj się. Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No osłupienie też jest dobre, ale to tak jakbyś zadziwiła kogoś, że nie wiem, zdałaś egzamin z matematyki. Czy to znaczy, że każdy uważa Cię za debila matematycznego?

      Usuń
  5. Oczywiście, że tak. Przecież to Ty masz czuć się lepiej, nie inni

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Ciam! widać, że ćwiczysz... przecież mówiłaś, ze cellu zniknął, ciało jest jędrniejsze! To, że nie jesteś nagle jak trzcina nie znaczy, ze nie masz kondycji dobrze wytrenowanego sportowca :)
    mnie ostatnio bardzo zasmucił kolega, z którym założyłam się jakiś czas temu, przed dłuższym wyjazdem, że ja schudnę, a on przytyje (kto więcej), spotkaliśmy się a on powiedział mi "no widzę, że coś kiepsko Ci idzie"... to co? mam sobie na czole napisać ile schudłam i ile straciłam w obwodach? było mi bardzo przykro... bo, moze nie schudłam parenastu kilgoramów, ale pozbyłam się olbrzymiego brzucha, nogi się wysmukliły a boczki nieco zapadły. Nie, nie jestem Anią Rubik, ale, w porównaniu do tego co było pół roku temu, wygladam znacznie lepiej...
    za to następnego dnia spotkałam się z babcią koleżanki, która na "dzień dobry" stwierdziła, że taką ładną figurę lato zafundowałam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo faceci to w ogóle jak coś palną to nie wiadomo czy płakać czy śmiać się ;)

      Usuń
  7. Chude/szczuple osoby najczesciej nie maja ZIELONEGO pojecia jak to jest zmagac sie z centymetrami I tluszczem. Wiec dla nich ktos kto jest na diecie I cwiczy powinien w trybie natychmiastowym wygladac jak Megan Fox. Bo przeciez oni nie cwicza a chudzi sa. To inni w takim razie jezeli maja nadwage to wpieprzaja fast foody na kazdy posilek. Taki mniej wiecej maja stosunek do "grubszych" osob moje wszystkie "chude kolezanki" I nie moge im wmowic z ja fastfoodow to nie widzialam od lat I ze cwicze regularnie a mimo to tylek jak byl wielki tak jest. :P

    OdpowiedzUsuń
  8. No, tak... Kiedyś, jeszcze w "licealnych" czasach chłopak zapytał mnie "dlaczego się nie odchudzasz?". Pytanie zdało mi się (z wyartykułowanych powyżej powodów) tak absurdalne, że wspomniany chłopak w jednej chwili stał się już "byłym chłopakiem". I tyle.

    OdpowiedzUsuń