poniedziałek, 17 czerwca 2013

Dla kogo odchudzamy się?

Każdy dietetyk, lekarz, poradnik life-stylowy, guru dietetyczne i oczywiście każda przyjaciółka, matka i ciotka, a nawet co bardziej nowoczesna babcia powiedzą, że powinnaś odchudzać się dla SIEBIE. Co to jednak naprawdę znaczy?

Jakiś czas temu rozmawiałam na czacie ze swoim znajomym, z którym nie widziałam się ho-ho ponad pół roku. Napomknęłam mu, że muszę zaraz lecieć, bo idę na fitness, a ten na to, że ooo, gwiazdą zostanę i w ogóle ulala. Zdążyłam mu jeszcze napisać, że a i owszem, chodzę na fitness już przeszło pół roku i powoli widzę efekty. Jego kolejne pytanie jednak mnie zabiło - odchudzasz się dla chłopaka?


Nie powiem, na początku zbulwersowałam się.

No dobra, trzeba mu wybaczyć, faceci chyba inaczej podchodzą do tematu odchudzania i możliwe, że potrzebują silnej zewnętrznej motywacji. Zresztą sama nie wiem. W każdym razie odpowiedziałam mu z nieukrywaną dumą, że nie, przeszłam na dietę sama z siebie i nie potrzebowałam do tego motywacji w postaci podboju czyjegokolwiek serca. Zresztą zawsze wychodziłam z założenia, że jak facet nagle zainteresuje się dziewczyną, bo ta schudła, to istnieje prawdopodobieństwo, że jak ta - nie daj Boże oczywiście! - przytyje, to ten ją rzuci.

Trzeba jednak przyznać, że duża ilość dziewczyn odchudza się dla kogoś. Sama poprzednie swoje odchudzanie motywowałam moim ówczesnym niedoszłym, a po rozpadzie związku wszystko wróciło z nawiązką. Nie twierdzę, że należy te dwie rzeczy ze sobą łączyć, ale tak by to wypadało.

Teraz odchudzam się wyłącznie dla siebie, bo chcę dobrze czuć się, kupować letnie sukienki, spodnie w rozmiarze S, wyskoczyć na plażę w dwuczęściowym stroju i być po prostu "chudą dziwką" hot as fuck (o czym pisałam tutaj.)


A teraz poteoretyzuję. Jak wyglądałby świat bez oceniania wyglądu zewnętrznego? Wyobraźmy sobie, że nie jesteśmy estetami i mamy gdzieś jak kto wygląda. Pomijam fakt, że wówczas nie istniałaby sztuka, ludzie nie podróżowaliby po świecie, bo w sumie po co, jak nie dla doznań estetycznych i generalnie panowałby czysty funkcjonalizm każdej otaczającej nas rzeczy.

Nikogo nie obchodziłoby czy masz nadwagę, rozdwojone końcówki włosów i cellulit. Jak byśmy wtedy wyglądali? Pewnie jak nas Bozia stworzyła. Nie byłoby kompleksów, anoreksji, depresji wynikającej z braku akceptacji siebie, ani operacji plastycznych i fitnessclubów.

Wniosek jest jeden. Nigdy nie odchudzamy się wyłącznie dla siebie, bo czy na bezludnej wyspie zastanawiałabyś się nad wystającym brzuszkiem? Śmiem wątpić...


16 komentarzy:

  1. Rozpoczęłam odchudzanie nie dla siebie, to niestety fakt.
    Ale po pewnym czasie zmieniłam tą mękę na hobby i pasję, więc teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć że robię to dla własnej przyjemności :)
    ale ogólnie, była to długa droga i nie od początku na siłownie leciałam z uśmiechem na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świat bez fitness clubów to zły świat :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wpis , bardzo mi się spodobał .
    Ja zaczełam przygodę dla Siebie bo się przeraziłam wagą i wręcz popłakałam się jak można swoje Ciało doprowadzić do 25 kg nad wagi, więc na początku było to dla mnie , teraz również dla siebie ale również dla chłopaka , i wszystkich na około , chce pokazać że się da. Może nie robię tego w kosmicznym tępię. Lecz w takim jak mi odpowiada , raz mam słabe dni raz super :) Ale oby do przodu i niech ubywa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli odchudzamy się dla kogoś, to prędzej czy później waga wraca. Bo ten ktoś może nas opuścić, może mu nie zależeć itd. I co wtedy? Nie ma dla kogo, to jemy? To na krótką metę. No pewnie, że trzeba odchudzać się dla siebie, z tym, że nie o wygląd tylko chodzi. Jeśli ktoś chce mieć rozwalony kręgosłup, stawy kolanowe i w kostkach, jeśli chce mieć cukrzycę, nadciśnienie, kłopoty z krążeniem, jeśli ktoś chce krótko żyć (widziałaś siedemdziesięcioletnią grubą staruszkę? bo ja nie, osoby otyłe takiego wieku nie dożywają). Jeśli ktoś chce uzależnić się od innych osób, które będą musiały się opiekować grubą ciotką/matką/babcią/siostrą - to niech się nie odchudza. ;) A tak serio - trzeba pamiętać, że rak żywi się cukrem, mąką, tłuszczami trans. Więc jak ktoś chce być chory, jeśli ktoś chce być kaleką, to i inne motywacje nie będą na dłuższą metę. Banalne, ale trzeba siebie polubić. Wtedy dbałość o zdrowie będzie czymś naturalnym. Osoby otyłe nie cierpią siebie. Mówię o otyłości - bo jeśli ktoś oscyluje w granicach BMI, chociaż nie jest "chudą suką", a lubi po prostu smaki - to jak najbardziej. Jeśli jednak ktoś ma ponad 10 kilo nadwyżki, to już kwestia tego, co siedzi w głowie i jak bardzo nam samym na nas zależy. Dbałość o swoje ciało (zdrowie) jest objawem miłości do siebie samego. Więc? Kochajmy siebie, a odpadną dylematy, dla kogo się odchudzać. To będzie po prostu naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abstrahując od tego co napisałaś,widziałam 70letnią staruszkę z dużą nadwagą i cukrzycą,więc nie generalizuj;p

      Usuń
    2. A ja widziałam słonia w Zakopanemm. ;P
      Są palacze, którzy palą dwie, czasem trzy paczki papierosów i dożywają później starości bez śladu raka. Czy mówienie o tym, że papierosy powodują raka płuc jest generalizowaniem?
      Zapewne są gdzieś grube sędziwe staruszki.
      A teraz pomyśl - ile masz żyć, żeby przetestować, czy Ty jednak będziesz w tej grupie otyłych krótkożyjących czy tych wyjątków?

      Usuń
  5. A ja mam odwrotnie. Zaczelam sie odchudzac naprawde dla siebie, po to m.in., zeby wlozyc wszystkie za male ciuchy zalegajace tonami itd. A pote poszlam na trening personalny i mam takiego fajnego motywujacego trenera, ze wstyd mi przed nim jak cos zgrzesze i nie ma spadkow. Nieraz moja motywacja do niejedzenia jest to, ze jutro trening i jak trener zobaczy, ze mam brzuch to bedzie mi glupio. I nie jem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle ze nie jest zle odchudzac dla kogos, bo to zawsze jakas motywacja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom ludzie grubi nie mają problemu ze schudnięciem, ale z utrzymaniem wagi. Więc to, że schudnie się, żeby trener nie widział brzucha, działa na krótką metę. Bo trener się zmieni, albo wyjedzie, albo my zrezygnujemy z treningów i co dalej? Może schudłyśmy, jest pięknie i co dalej? Jak dalej się motywować, żeby utrzymać dietę? Kiedyś myślałam, że jak schudnę, to nie będę miała siły, żeby jeść, bo będę widziała efekt szczupłego ciała i będę się bała zaprzepaścić. BYZYDURA. Pojawiały się mechanizmy: od jednego pączka nie wróci mi waga/ no i co z tego, że przytyję - wiem, jak schudną i potrafię schudnąć/no tak, jestem szczupła, a życie nagle się nie stało lepsze, więc dajcie mi czekolady.
      Nie należy się odchudzać, tylko przejść na inny sposób odzywiania, taki do końca życia, który pozwoli schudnąć i potem utrzymać dietę. Ale do tego trzeba miłości do siebie i swojego ciała, która zabroni nam dawać niedobrych dla nas rzeczy, tak jak zabraniamy dzieciom pić colę i jeść chipsy, bo wiem, że to dla nich niezdrowe. O siebie też musimy tak dbać, wszystko siedzi w głowie. Pozdrówki.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. a ja uwazam, ze tak jak na wojnie i w milosci, w odchudzaniu wszystkie chwyty dozwolone.
      jestem pewna, ze jak zakoncze wspolprace z trenerem to znajde cos/kogos innego motywujacego :)
      Zreszta tak jak napisalam na poczatku, zaczelam DLA SIEBIE, ciuchow itd. A ze przy okazji trafil sie motywujacy trener po drodze to tylko mnie wzmacnia w chwilach pod tytulem "mam dosc, olac to". nie olewam tak szybko.

      Usuń
  7. Ja bym się zastanawiała nawet na bezludnej wyspie.
    Z tą wiedzą którą posiadam wolę się pilnować i zachować aktualne kilogramy. Nadwaga/otyłość przyczyniają się do wielu chorób i właśnie dlatego warto z nią walczyć. Oczywiście równoważne jest samopoczucie i jeśli chudsza będziesz szczęśliwa to nie ma co się zastanawiać nad tym dla kogo się chudnie tylko pracować nad sobą.

    Owocnej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, interesujacewpisy mam nadzieje ze jeszcze tu
    wroce ;)

    Look into my weblog - kobiety

    OdpowiedzUsuń
  9. Święta prawda, jak i ja tu kiedys wspominałam, że warto się odchudzać ale dla siebie a nie dla innych. Mój mąz musiał długo czekać zanim sama do tego dorosłam, im więcej on mi delikatnie dogryzał tym ja bardziej szukałam pocieszenia w jedzeniu a więc efekt totalnie odwrotny :P Teraz robię to wszystko wyłącznie dla siebie, czuję, że to jest to w czym jestem dobra :) Oczywiści w stylu fit a nie na głoda :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesujące spostrzeżenia; człowiek, jako stworzenie stadne, zawsze podlega czyjejś weryfikacji. Bo ta "własna" też występuje w kontekście domniemanych cudzych.

    OdpowiedzUsuń