piątek, 2 stycznia 2015

Wzrastam

Długo (jak na mnie) nie pisałam. Na chwilę obecną nie ma wielkich emocjonalnych uniesień w moim życiu, więc nie ma o czym pisać ;).

Myślę, że dochodzę powoli do swojej stabilizacji psychicznej w czym pomagają mi regularne treningi i psycholka. Czuję, że zbliżam się do równowagi potrzebnej do wyjazdu do Kanady.


A co u mnie? Zacznę od rzeczy najłatwiejszej: treningi. Kontynuuję swój trening personalny dwa razy w tygodniu i trening grupowy - sztangi - również dwa razy w tygodniu. Dieta idzie dobrze, trener zadowolony, ja również. Zwłaszcza, że Ł. nie pokazuje mi ile ważę, ale spadające spodnie wystarczająco dużo mówią ;).

Święta spędziłam dietetycznie. Po rozpracowaniu tematu z psycholką, doszłyśmy do wniosku, że to wszystko dzięki temu, że nie zabraniałam ani nie zmuszałam się do czegoś (bo karcenie siebie i metoda terroru są definitywnie nie dla mnie), poza tym miałam ustalone i przygotowane dietetyczne dania.


Z psycholką rozmawiam głównie o odchudzaniu i zastanawiamy się skąd ta otyłość. Mam terapię behawioralną, która przynosi skutki dzięki temu, że jestem wręcz zapatrzona w swoje wnętrze i zaczynam powoli rozumieć siebie. Powiem więcej, psycholka popchnęła mnie do odkrycia swojej duszy (pamiętasz wykład o. Szustaka? To od niego się zaczęło! link), a nawet...celu, czy też misji swojego życia. Nie jest on jakiś doniosły i poważny, ale podoba mi się, bo i tak go nieświadomie realizowałam.


Powiedziałabym Ci co pomaga mi w odchudzaniu, ale jest to na tyle indywidualna sprawa, że sama recepta nie wystarczy. Zwłaszcza, że brzmi ona banalnie. W terapii chyba nie chodzi o rozwiązanie, tylko o sam proces dochodzenia do niego. Trzeba przysłuchiwać się swoim głosom w głowie (znaczy nie jakimś schizofrenicznym, tylko tym naturalnym, płynącym z naszego ego) z dystansu i odpowiednio je zinterpretować. Czasem mnie denerwuje, jak na terapii powtarzamy oczywistości w stylu: "mój wewnętrzny głos mówiący, że jestem słaba, jest deprymujący", ale wygląda na to, że tak trzeba.

Zabawne, że jeszcze miesiąc temu powiedziałam psycholce, że mam poczucie, że ta terapia jest bez sensu i niczego mi nie daje.

3 komentarze:

  1. "mój wewnętrzny głos mówiący, że jestem słaba, jest deprymujący" ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówię to wszystkim moim koleżankom to powiem też internetowi :D. Zawsze miałam nadwagę, siostra bulimiczka, koleżanka później też wdała się w bulimię. Do tego sama miałam nieraz dziwne stany przy odchudzaniu i z moich obserwacji z dietą jest tak, że trzeba się na niej nieźle skupić. Odchudzanie się zupełnie zmienia tryb życia, ale też myślenie. Jeśli ktoś mówi, że "przez przypadek" jakoś tak wyszło że dużo schudł (nie mówię to o ludziach z depresją czy przechodzących ciężkie chwile życiowe) to zapewne prawdy nie mówi.
    Kiedy próbowałam brać dietę na "pół poważnie" to prędzej czy później kończyła się ona spaghetti. Wiem, zaraz ktoś powie "to może tylko ty, nie masz silnej woli". A to wcale tak nie jest... jedzenia nie można się "oduczyć" czy o nim "zapomnieć". Dieta też trochę wykańcza psychicznie. Dlatego moim zdaniem bardzo dobrze, że chodzisz na terapię. Twój trener jest psychologiem dla ciała, a psycholog trenerem dla duszy. Widać, że dobrze się do diety przygotowałaś. To powiedziałabym Tobie już miesiąc temu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic sie nie dzieje bez przypadku, a przynajmniej bardzo pragne w to wierzyć :)

      Usuń