piątek, 17 października 2014

SMS, który nie doszedł

"Czasem po prostu brakuje mi towarzystwa. Kogoś z kim pooglądam film, albo zwyczajnie posiedzę w milczeniu". Napisałam tego smsa do przyjaciółki, ale potem stwierdziłam, że w piątek wieczór nie będę narzucać siebie i swoich problemów.

SMS szybko został skasowany, a ja zaraz potem dopadłam laptopa i zaczęłam pisać.


Samotne piątkowe wieczory to dla mnie żadna nowość i do tej pory nie przeszkadzało mi to. Wieczory zapełniałam filmami, serialami, książkami, fitnessem, albo nawet zwykłym leżeniem i bujaniem w obłokach. Lubiłam też planować wyjazdy, wykonywać drobne naprawy w domu, gotować albo nawet wywieszać pranie, by chwilę później z lampką wina napawać się poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Wszystko to jednak robiłam w swojej kawalerce, za którą bardzo tęsknie. W domu pełnym ludzi mam podwójne poczucie osamotnienia, a moje drobne przyjemności tracą sens.

Ironią losu jest to, że od jakiegoś czasu dużo czytam o tym, że to poczucie pustki, osamotnienia itd. często ludzie (a zwłaszcza kobiety) chcą zapełniać innymi osobami, chociaż cudownym lekiem powinna być samowystarczalność i niezależność. Dziś leżąc w łóżku mam ochotę walnąć w łeb autora tych mądrości i wykrzyczeć swoją frustrację: Super rada, ale jak tego kurwa dokonać!


Z tego wszystkiego (+ przy okazji szczypty tęsknoty) napisałam do zawsze-online M. (więcej o nim tutaj). Wyobraziłam sobie, że po trudnej wspólnej historii, jeżeli oboje będziemy tego chcieli, możemy zbudować wspaniałą przyjaźń, bo tego mi najbardziej brakowało, a że miałam za pasem Kanadę, to mniej bałam się, że znowu się zakocham.

Teraz z dystansu widać jak bardzo się myliłam. Inaczej widać nie mogłam. Ciągnie mnie wciąż do niego i chociaż po odnowieniu naszej znajomości nic złego nie stało się, wiem, że pewne uczucia ot tak nie mijają. Zrozumiałam też, że choćbym stanęła na głowie i nie popełniała żadnego poprzedniego błędu, on mnie nie pokocha.


13 października napisałam tak:

Miłość to emocja, niewiele mająca wspólnego z rozsądkiem.

Rozsądek nie przychodzi też z rozczarowaniem, bo jak tu mówić o rozsądku kiedy płyną łzy? Tylko potem sobie myślę: czego spodziewałaś się dziewczyno? Myślałaś, że za drugim razem będzie inaczej? 


Dla pocieszenia sobie powiem: trudno. Zakochałam się. Mam prawo.


Ps. Po napisaniu kilku słów od razu mi ulżyło. SMS też w końcu doszedł. 

4 komentarze:

  1. Nie mijają. Niestety. A może warto zaakceptować ten stan i coś na tym zbudować? Ponoć nieodwzajemniona miłość w linii prostej przekłada się na twórczość. Nie tracę na to nadziei:)).
    Choć owa twórczość może objawić się na wiele nieoczekiwanych sposobów:). I to w niespodziewanych dziedzinach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przewalona sprawa. Ja jestem na tyle złym człowiekiem, że wszelkie pozytywne uczucia potrafię zamienić w gorącą nienawiść. Nie jest to chwalebne, ale bardzo zdrowe dla psychiki. Ile czasu tęsknisz za M.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blondyno - cieżko to wytłumaczyć, nie chce dodawać sobie jakieś ideologii, ale z M. jakoś mi wszystko inaczej idzie, bo z jego poprzednikiem nie miałam problemu żeby włączyć nienawiść trwającą kilka lat :P

      Tęsknie nieprzerwanie, wytrwale i bezustannie. Nawet jak nie tęskniłam, bo zajmowałam się innymi rzeczami/ sprawami/ osobami to i tak tęskniłam i w nocy wracałam do niego myślami. Boże, jestem nieuleczalnie chora ;).

      Usuń
    2. E, z hiva można się już podobno cudem wyleczyć, to myślę, że Tobie też się uda. Ale fakt, można sobie zmarnować kawał życia na tęsknotę za iluzją. Współczuję Ci tego, bo jest to strasznie destrukcyjne uczucie.

      Usuń