poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rower zbawieniem grubej dupy?

Od kilku ładnych lat jeżdżę niemal codziennie na rowerze. Dziennie mogę zrobić nawet 30 kilometrów po mieście, a średnio ok. 10 km. (do pracy i z pracy).

Kiedy czytam o tym co robi jazda na rowerze, to zastanawiam się czy mój organizm jest jakiś lewy, czy redaktorzy żyją w alternatywnej rzeczywistości. Ponoć rower pomaga schudnąć, poprawia krążenie, wzrok, koncentrację, metabolizm, a nawet usuwa cellulit i koi nerwy (szkoda, że nie pomaga na łamliwe paznokcie i zmarszczki, chociaż...kto wie? ;)).


Żyjąc w dużym mieście mogę powiedzieć, że z roku na rok jeździ coraz więcej rowerzystów, a w sezonie jest ich nawet więcej niż pieszych. Uważam, że to bardzo dobrze, że jazda na rowerze stała się trendy. Teraz nikt nie wstydzi się jeździć rowerem zamiast samochodem (ekologicznie!). Grubasy również zawzięcie pedałują. Czy przypadkiem jednak nie oczekujemy zbyt wiele od tego rodzaju - jakby nie było - sportu?

Do przemyśleń na temat roweru skłoniły mnie pewne nieoczekiwane wydarzenia. Niedawno spotkałam swojego byłego. Tak, tego mitycznego byłego sprzed wieków, o którym już dawno zapomniałam i wyparłam z pamięci.


Wspomnianego dnia były mój (J.) jechał na rowerze co mnie nie zdziwiło, bo on uwielbiał rower. J., jak później przyznał, poznał mnie po nosie, który ponoć ma szlachetny, lekko zadarty profil. Mam zresztą nadzieję, że nie poznał mnie od razu, dlatego, że pamięta mnie jako osobę grubszą niż teraz, a nie dlatego, że tego felernego dnia ubrałam się jak lump...no, ale do rzeczy. J., mimo, że zawzięcie jeździ od lat na rowerze, jaki był przy kości, taki jest. Po tym naszym krótkim spotkaniu zaczęłam przyglądać się rowerzystom i zauważyłam, że pulchnych ludzi szorujących kolanami po brzuchu jest bardzo dużo. Obawiam się, że każdy z nich po cichu myśli, że od tego kręcenia kołami schudnie i utrzyma wagę.

Cóż...nic bardziej mylnego. Sama jestem tego idealnym przykładem. Jestem osobą dosyć ruchliwą i lubiącą sport. Bez problemu można mnie wyciągnąć w góry, na rower czy basen. Ruchliwość moja jednak w niczym nie przeszkadza odkładającej się tkance tłuszczowej.


Nie jestem wyjątkiem. Jakiś czas temu czytałam artykuł o biegaczce, której udało się ukończyć Bieg Rzeźnika (80 km. po Bieszczadach). Kiedy pomyślę o morderczych treningach i codziennym bieganiu widzę tylko sportową, seksowną sylwetkę, może nawet lekko żylastą. Biegaczka ta jednak (sorry, nie pomnę imienia) boryka się z nadwagą, mimo, że nie obżera się (zresztą przy bieganiu nie da rady się obżerać) i je zdrowo.

Przyznaję, ten wywiad mną wstrząsnął. Nie traktuję go jako wymówka, bo sport lubię i nie zamierzam z niego rezygnować. Co do diety...wydaje mi się, że lekarze nie odkryli jeszcze wszystkich możliwych powodów otyłości. Takich klasycznych grubasów, którzy się obżerają i całymi dniami leżakują, znam może kilku. Nie każdy też choruje na tarczyce, albo ma ukrytą nietolerancję glutenu. Niekoniecznie też "czyste" jedzenie przynosi natychmiastowe efekty ("czyste", czyli nieprzetworzone, bez cukru, soli, śmiercionośnego chleba :P). W ogóle odchudzanie to skomplikowana sprawa ;).


Ps. Wszystkie dokumenty wysłane, Urząd imigracyjny potwierdził, że otrzymał moją aplikację. No to czekamy...

12 komentarzy:

  1. To ja mam to szczęście, że mój organizm lubi gubić tkankę tłuszczową podczas wysiłku fizycznego. Tak po prostu ma, i żadna moja w tym zasługa, ale nie przeszkadza mi to ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam kiedyś taki dokument o chemii w jedzeniu, która programuje odkładanie się tkanki tłuszczowej. To chyba hormony były. Tak czy inaczej, jest mnóstwo czynników, dlaczego ktoś może nie chudnąć.

    Pierwszy komentarz u Ciebie za mną, uf, co za stress :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przyglądając się mojemu organizmowi (hah, jak to brzmi xD) dochodzę do wniosku, że genetycznie mam jakieś zaburzenia hormonalne i to nie tarczyca, bo 2x ją badałam. W ogóle musiałabym wydać milion na badania hormonalne, drugi milion na dietetyka, a trzeci milion (albo i dwa miliony) na psychologa. Bycie otyłym to same straty finansowe ;)

      A w ogóle czemu stres? Przecież tu sami mili ludzie piszą :D

      Usuń
    2. A nie wiem dlaczego, czasami tak mam, kiedy długo kogoś czytam, a lubię i nie komentuje. Czuję wewnętrzną presję :D

      Można to odebrać, że bycie otyłym to przeznaczenie ;-) Wg mnie trzeba dbać o zdrowie, a jak ciało nie chce chudnąć, to czas się z tym pogodzić. Mnie nie jest trudno zrzucać wagę, ale myślę, że w końcu nastanie taki czas, kiedy będę w podobnej sytuacji.

      Usuń
  3. Cellulit a cellulitis – podobne słowa, dwa różne znaczenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, dzięki, już poprawiłam :)

      Usuń
    2. to jakaś wyższa szkoła jazdy, dla mnie to zawsze było to samo ...

      Usuń
  4. Ciam... a ja w źródle, które Ci już podałam, czytałam o roli stresu i kortyzolu wnaszym codziennym życiu. Co jest dla organizmu stresem? przetrenowanie. tak. i wytwarzanie kortyzolu rośnie. więc raz jeszcze proszę, żebyś przeczytała artykuł "gdy hormony pójdą w niewłaściwą stronę" w tłustym życiu, ale poświęć też swój czas na komentarze, zwłaszcza te, gdzie własciciel bloga odpowiada. ja jestem w szoku do dziś chociaż bloga odkryłam 5 dni temu... pozdro :) Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżdżenie rowerem do pracy i z pracy nie uważam za przetrenowanie ;). Tłuste życie czytam od kilku miesięcy, także posty o przetrenowaniu. O kortyzolu zresztą sama też pisałam (http://amciam.blogspot.com/2013/10/nerwy-w-konserwy-i-na-eksport.html)

      Przetrenowanie zresztą jest odczuwalne i raczej nie jest możliwe, żeby organizm nie wysyłał Ci sygnału, że trzeba trochę przystopować. Ja w każdym razie czułam się dobrze przy trenowaniu 4x. w tygodniu po 1-1,5 h. Czy to stanowczo za dużo? Nie sądzę...

      Usuń
    2. W definicji przetrenowania, miałam na mysli to, iż wg. informacji ze źródła które znasz (tłuste...) wysiłek fizyczny jest dla organizmu stresem i powoduje wytwarzanie kortyzolu, którego poziom należy zbadać ze śliny, kilkukrotnie w ciągu dnia (któremu lekarzowi to przyjdzie do głowy...) może chodzi raczej o to?
      Ja również nei uważam jazdy na rowerze za przetrenowanie,z tym, że w moim wypadku granica jest dość cienka. Jeżdżę od 15 lipca trasą ok. 38 km,a że mieszkam w rejonach podbeskidzia, to mam trening interwałowy ;) górek kilka, jedne łagodne i długie inne intensywne. Od tamtej pory mam mniej w obwodzie brzucha 5 cm, ale po 2 dniach z rzędu tego 3ciego modlę się, żeby dojechać do domu, więc zmieniłam częstotliwość na co drugi dzień. Cardio-podskoków nie mogę, stawy mi padają zwłasza kolanowe a po 3 mies trening powoduje u mnie zastój wagowy, więc nie będę się do niego zmuszać. wiem,że trenowałaś obwodowy, są gdzieś ćwiczenia do niego? YT? I
      I.

      Usuń
    3. Trening obwodowy może mieć wiele wariantów. Nie potrzebujesz w sumie żadnych filmików na YT, wystarczy zwykła rozpiska z neta (tu pierwsze lepsze przykłady: http://www.silownia24.info/act_trening_dla_poczatkujacych.php, http://e-silka.blogspot.com/2013/03/plan-treningu-obwodowego.html, przeszukaj też forum SFD).

      Usuń
  5. U mnie nadwaga wynika z lenistwa, niewłaściwego odżywiania i niechęci do ruchu w niemal każdej formie (poza basenem i seksem ;)). Teraz, gdy zmieniłam dietę, chudnę, powoli, ale skutecznie. Zamierzam dołączyć pływanie, niestety regularność nie jest moją mocną stroną :(

    OdpowiedzUsuń