piątek, 9 sierpnia 2013

Z czasem u mnie średnio

Pisząc ostatni post postanowiłam, że będę częściej niż do tej pory wrzucała coś na bloga. Nagle jednak okazało się, że czasu mam jakby mniej...

Oczywiście wszystko przez portal randkowy. Jak nie było nikogo, to nie było nikogo, a teraz ni z tego ni z owego wielu facetów uważa mnie za atrakcyjną i każdy chce się ze mną spotkać. Właściwie mogę przebierać w ofertach matrymonialnych ;). Szerzej jednak o tym napiszę w kolejnym poście (mam nadzieję, że w ten weekend...)


Za to wielkimi krokami zbliża się ślub mojej koleżanki, o którym pisałam między innymi tutaj. 

Jak ten czas leci! Raptem został miesiąc! Ale za to, tak jak sobie obiecałam, kupiłam sukienkę do kolan, a nawet nieco wyżej. Kiedy ją zobaczyłam, z marszu się zakochałam. Sukienka była zapinana z tyłu na plecach, więc nie dopinałam jej, a za drugim razem wzięłam osobę towarzyszącą.

No i...dopięła mnie, ale na wdechu. Ponieważ krój i wszystko idealnie pasuje do mojej sylwetki, a mnie w ogóle ciężko zadowolić byle kiecką, więc ją kupiłam z postanowieniem, że za miesiąc dopnę się bez większego problemu. 

Ah te plecy...to one są najszersze, nie mówiąc już o brzuchu. Mam nadzieję, że dalej będę powoli chudła, bo znowu zaczęłam, być może dzięki spokojowi ducha, większej ilości snu i węglowodanów. No zobaczymy :).


Dieta...nie powiem, żebym była z siebie w 100 procentach zadowolona. Czasem zjem za dużo orzechów, raz nawet wypiłam piwo (o zgrozo! Ale to na randce, o której napiszę później), momentami miałam ochotę rzucić to w kąt, ale z dumą stwierdzam, że odkąd mieszkam sama - nie miałam dnia, w którym rzuciłabym całkowicie dietę. 

Wczoraj na przykład uratowało mnie pójście na fitness. Innym razem pomidory i marchewka. No sposobów jest mnóstwo...

Motywacji też nie brakuje. Nie mogę absolutnie przytyć, bo sukienka będzie do wyrzucenia, a najlepiej jeszcze trochę schudnąć. Mam miesiąc. Kto jest ze mną? :)

9 komentarzy:

  1. Ja jestem z Tobą :) I trzymam kciuki za Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też. Mnie się nie udało z czerwoną sukienką, ale będę próbować:-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw si każdemu zdarzają się małe grzeszki, najważniejsze że nie porzuciłaś swojej diety i ćwiczeń i dalej dążysz do celu ;) Z takim podejściem i spokojem na pewno Ci się uda ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki :) Uda Ci się na pewno, bo bardzo tego chcesz. Jak bardzo chcesz? Tak bardzo, że zrobisz wszystko tak jak trzeba, tak? Trzymaj sie :)
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. super, ostatnio się zastanawiałam co u ciebie. :) faktycznie mieszkanie samemu świetnie działa na dietę - u mnie to był prosty mechanizm, że nie kupowałam niczego zakazanego, więc nawet jak mnie wieczorami nosiło to nie było czym zgrzeszyć. powodzenia życzę, sukienka to świetny motywator!
    ola

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzyma kciuki. Ja też zaszalałam i kupiłam pierwszą czerwoną sukienkę

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymasz się nieźle, gratuluję i wciąż podziwiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,:)
    Znalazłam Twój blog zupełnie przypadkowo.
    Wprawdzie ja nie muszę się odchudzać ale "wciągnęłaś" mnie swoim sposobem pisania.
    Jesteś b.mądrą Dziewczyną i właściwie to nie odbieram Twoich postów jako "suchy"poradnik dla osób potrzebujących zrzucić zbędne kilogramy ale przekazujesz duuuuużo mądrości,
    Pozdrawiam i kibicuję.
    Babcia Bliżniaczek.

    OdpowiedzUsuń
  9. No kurczę, uzależniłam się od Twojego bloga. Koniecznie pisz często,w przeciwnym razie co ja będę czytała? Zlituj się. W rewanżu mogę się podzielić swoją obserwacją. Kobiety często po b.korzystnej zmianie tak cieszą się swoją nowoodkrytą atrakcyjnością,są tak pełne życia (i dobrze), że czasami spotykają napalonych frustratów, którym wydaję się że drzwi do Sezamu są szeroko otwarte i wystarczy zagwizdać. Wymyśliłam na swoj użytek, że asertywność i pewien rodzaj dystansu to nie jest zła rzecz

    OdpowiedzUsuń