poniedziałek, 8 lipca 2013

Ciam po roku odchudzania

Masakra, nie sądziłam, że faktycznie powstanie taki post, tu na blogu. Podsumowanie całego roku odchudzania jest trudne i być może karkołomne, ale spróbuję.

Po roku czasu schudłam...29,5 kg. Do celu zostało mi jeszcze 31,1 kg. więc "mniejsza połowa" za mną. Zaczynałam od BMI równego 42,98 (otyłość zagrażająca życiu), obecnie mam 32,01 (otyłość zagrażająca zdrowiu).

No to teraz konkrety.


DIETA

Moją pierwszą dietą była Montignaca, jadłam 2 posiłki węglowodanowe i 1 tłuszczowy, czyli była bardzo lekka, bezproblemowa, mogłam nauczyć się jedzenia mało przetworzonych rzeczy. Potem zaczęłam kombinować. I to był chyba błąd.

Patrząc na tabelkę z centymetrami, którą uzupełniam regularnie raz w tygodniu, najwięcej zrzucałam (i wagę i centymetry) do końca zeszłego roku. Czyli przez jakieś pół roku. Potem było coraz ciężej, zaczęłam kombinować z dietą, jadłam więcej białka i tłuszczy, obcinałam do granic możliwości węglowodany i po pół roku takiego jedzenia prawdopodobnie nabawiłam się...alergii pokarmowej. Podejrzewam jajka, ale nie wykluczam nabiału. W każdym razie pod koniec lipca idę do alergologa. Pokazałam wysypkę lekarce i mnie skierowała na badania...

Moje kombinacje wzięły się chyba stąd, że miałam pewne obawy co do słuszności swojej diety, że przecież nie można wiecznie odchudzać się jedząc 2 dania węglowodanowe, bo przecież cukry to zło. Skończyłam na tym, że jadłam ok. 2 jajka dziennie, 100-150 g. sera białego i ok. 1-2 szklanki kefiru/maślanki + mleko do kawy. Do tego oczywiście dużo mięsa/ryb i oleju + orzechów. Źle się na niej czułam, ale myślałam, że tak musi być. Wychodzi na to, że najgorszą rzeczą jest poprawianie dobrego :).

SPORT

Jestem osobą, która generalnie lubi ruch. Może niekoniecznie bieganie, czy skakanie, ale lubię jeździć rowerem i bardzo polubiłam aerobik. Odkąd zapisałam się do fitnessclubu, jestem w tam niemal codziennie. W grudniu zaczynałam od 3x w tygodniu, teraz chodzę 5x i tak chyba na razie zostanie.

Niestety, ze względu na wyprowadzkę, musiałam się z niego wypisać i będę chodzić tylko do końca sierpnia. Potem zamierzam albo ćwiczyć w domu (tylko nie wiem jak z samodyscypliną...), albo zapiszę się gdzieś bliżej siebie.

Ćwiczenia bardzo poprawiają mi humor. Kondycje mam dużo lepszą, cały czas też pisałam o zmianach w wyglądzie. Nieźle sobie wymodelowałam sylwetkę, która pewnie dużo lepiej by wyglądała gdyby nie tłuszcz ;). W każdym razie, dzięki ćwiczeniom mam sprężystą skórę i coraz bardziej widoczne mięśnie.

Zresztą, chyba uzależniłam się od ruchu, ale trochę boję się, że w domu to jednak nie będzie to samo i to, co sobie wypracowałam przez ponad pół roku, zaraz mi zniknie.

INNE

Oprócz diety i sportu zajęłam się innymi rzeczami. Przede wszystkim - lepiej się ubieram. Wydałam już na ciuchy masę pieniędzy, trochę z potrzeby (musiałam wiele rzeczy wywalić, bo wyglądałam w nich jak w worku po ziemniakach :D), trochę ze względu na zwykłą chęć podobania się. Poza tym cały czas zapuszczam włosy i w piątek mój fryzjer zachwycił się, że mam wyraźnie dłuższe i super lśniące włosy dzięki keratynowemu prostowaniu.

Oprócz tego smaruję się różnymi kremami, oliwkami, robię peelingi kawowe, nakładam maseczki i wszystko to co kobiety lubią robić w czasie spa-day ;)

Największą jednak zmianą była laserowa korekcja wzroku, dzięki czemu raz na zawsze pozbyłam się okularów. Po ostatniej wizycie okulista był zachwycony wynikami, a ja przedwcześnie martwiłam się słabszym lewym okiem, które po prostu dłużej do siebie dochodzi.

ZMIANY W PSYCHICE

One również powoli zaczynają pojawiać się. Oczywiście czuję się bardziej pewna siebie i nie chodzę ze spuszczoną głową. Nie odczuwam jednak spektakularnych zmian. Dalej mam problemy z jedzeniem, zajadam emocje i dobrze mi idzie dieta tylko wtedy jak mam uporządkowane i w miarę spokojne życie. Przeprowadzka mocno zaburzyła mój wewnętrzny świat i wprowadziła lekki zamęt, ale już wychodzę na prostą :).

WNIOSKI

Będąc przez rok na diecie wiele się nauczyłam. Przede wszystkim zdrowego odżywiania i treningu. A im bardziej się w to zagłębiam tym mizerniejsze były efekty. Wpadki niestety zdarzały się i dalej będą się zdarzać.

Ludzie z mojego otoczenia obojętnie patrzą na pudełka z "dziwnym" jedzeniem, nie obrażają się, gdy po raz milionowy odmawiam słodyczy, a nawet czasem czuję się jakby mnie traktowali jak z żelaza i bezpardonowo zajadają się pysznościami przy mnie. Czuję przez to pewną presję, ale to chyba dobrze.

Poza tym ten blog i rok na diecie wiele mnie nauczyły o sobie. Dzięki lekturze bloga mogłam zobaczyć, że jestem typem marudy i malkontenta ;) (taki żarcik).

Ten rok oceniam na 4-, bo ostatnie miesiące, mimo zwiększenia rygoru, były słabsze pod względem wyników na wadze i diety, ale bardzo mocne jeśli chodzi o trening.

Plany na przyszłość napiszę w kolejnym poście :).

13 komentarzy:

  1. Bardzo budujący post! Pozdrawiam, gratuluję, i dalej wspieram!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję wyniku i czekam na Twoje dalsze poczynania. Ja na razie -10, przede mną długa droga, ale wiem, że warto. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowita zmiana!!! i to już rok, tak szybko zleciało :) trzymam mocno kciuki za dalsze sukcesy!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. gratuluję!
    Ani się obejrzysz i kolejny rok zleci :) i z nim zlecą kilogramy.! Na pewno.. czy będziesz ćwiczyła w klubie czy w domu i tak Ci się uda. No bo jesteś już na półmetku i teraz wszystko z górki :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo! Nie przejmuj się ,że waga teraz spada wolniej, bo zawsze tak jest ,że na początku waga leci raz dwa a potem organizm się trochę przyzwyczaja i spala wolniej. Poza tym myślę ,że jeśli dużo ćwiczysz, to pod Twoim tłuszczykiem zaczęły tworzyć się mięśnie , które są cięższe od tłuszczyku:) Ale głowa do góry! I tak dużo osiągnęłaś :) MYślę ,że to czego się nauczyłaś przez ten rok sprawi ,że ten będzie jeszcze lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej widać na brzuchu, udach i ramionach. Super, nigdzie nie ma zwisów żadnych, chudniesz regularnie.

    Jeśli chodzi o ciuszki - zainwestuj w dobry stanik, ale nie jakiś taśmowy z Triumpha, tylko pójdź do braffiterki (w dobrych sklepach z bielizną panie są po kursach) i dobierz dobry stanik. Licz się z kosztem około 200 zł (czasami są promocje), ale pani dokładnie Cię wymierzy - możesz się zdziwić swoim nowym rozmiarem. :D I nauczy, jak zakładać dobrze stanik, bo wbrew pozorom mało która kobieta, zwłaszcza z trochę większym ciałkiem, wie, jak to robić. Dobry stanik to połowa sukcesu + dobro dla piersi, które przy odchudzaniu powinny mieć mocną i dobrą podporę. Poza tym teraz szyją takie piękne biustonosze w większych rozmiarach, nie trzeba ubierać się w cieliste paskudztwa. A w dobrym staniku piersi z dość płaskich, formują się w idealne kule - ja tak przynajmniej mam. Polecam! Pozdrawiam i gratuluję sukcesów. Nie zatrzymuj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam dobry Biustonosz to podstawa , a wizyta u gorseciarki jest przyjemna :)

      Usuń
    2. Ah dzięki!!! Co do stanika, to już byłam u bratfitterki i mam dobrze dobrany :)

      Usuń
  7. Ohh jestem pod nie małym wrażeniem , Pamiętam jak założyłam Bloga 5 miesięcy temu i właśnie miałaś w podsumowaniu te zdjęcia co z góry :) I byłaś pierwszą osobą która obserwowała mój Blog, jestem z Tobą i będę jesteś moją motywacja od samego początku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję! I masz ładne ciało:)bez obwisów, jak moje!

    OdpowiedzUsuń
  9. świetnie kochana, jesteś niesamowita!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Również gratuluję, to wielki sukces, trzymaj tak dalej.
    A nie myślałaś o powrocie na dietę Montignaca. Ciekawe, czy by skutkowała.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli wracam na łono Montignaca :)

      Usuń