środa, 8 stycznia 2014

Błagam, nie podsumowuj

Subskrybuję wiele blogów o sporcie i dietach. Prawie wszystkie prowadzone są przez kobiety, a kobiety - jak to kobiety - lubują się w postanowieniach i podsumowaniach. Błagam! Litości!

Właściwie to tekst ten dla niektórych może być już nieaktualny. W końcu minął ponad tydzień od nowego roku i...część postanowień dawno została już zapomniana.


Ok, żeby nie było - również lubiłam podsumowywać cały rok (a najlepiej całe życie) i szukałam rozpaczliwie potwierdzenia, że jest lepiej! Jestem inna, lepsza, mądrzejsza! Przede wszystkim...szczuplejsza. A gówno prawda. Ludzie aż tak się nie zmieniają. Chociaż z drugiej strony skoro zapisałam się do psychologa, to jednak jakąś tam nadzieję na zmianę mam.

Najgorzej kiedy człowiek zmierza się z jednym z najczęstszych wśród kobiet postanowień - zrzucę X kilogramów. I nawet jeśli rzeczywiście udało się mu (jej) zrzucić trochę, to potem i tak sobie wyrzuca, że przecież mogło być lepiej gdyby nie te urodziny/imieniny cioci/ pudełko lodów podczas depresji zimowej itd. 

Skąd w nas taka ogromna potrzeba zmiany? I dlaczego w niej nie wytrwamy? Sama nie wiem. Może myśl, że mogłabym wyglądać jak Angelina Jolie z najlepszych czasów, znała perfekcyjnie trzy języki i co tydzień była w innym miejscu na świecie jest tak wspaniała, że za nic w świecie nie chciałam rezygnować z tych marzeń.

Ale jednak zrezygnowałam. I wiesz co? Nie czuję się z tego powodu źle. Angielski i tak w miarę dobrze znam, niemieckim nie posługuje się, hiszpańskim tym bardziej. Zaczynam akceptować swoje ciało i jego niedoskonałości. Powiem więcej (ale teraz to już na pewno zostanę incognito :P), czasem lubię sobie chodzić nago po domu i myśleć:

Postuluje również do wszystkich zrozpaczonych kobiet i dziewcząt, które szukają u mnie na blogu motywacji: nie odchudzaj się za wszelką cenę. Nie głódź się, nie płacz w poduszkę, że nie wyglądasz jak szkielet z wybiegu. Jedz racjonalnie, zdrowo (ok, co jest zdrowe, a co nie to też nie jest takie oczywiste...) i nie spiesz się. Życie to nie wyścigi, a to co mnie najbardziej uspokaja to myśl, że każdy ma swoją ścieżkę po której kroczy i nie powinno się tych ścieżek porównywać. 

Tego roku nie postanawiam sobie niczego. No dobra, jedno postanowienie - zero postanowień zmian i pędu do bycia lepszą.

13 komentarzy:

  1. hehe, pewnie pijesz do mnie, no własnie wczoraj zamieściłam (po dłuższej przerwie) wpis pod znamiennym tytułem 2013/2014... ale jak zauważysz... ja nic na ten rok nie postanawiam! to nie jest coś na zasadzie "zmieniam sie - będę lepsza" (rzucam palenie, chudne tyle i tyle, będę częściej chodzic na siłkę, więcej czytać i etc)... Ja nie chcę się zmieniać (bo lubie siebie jaką jestem) ;) Wszystko co napisałam sprowadza się do tego, że mam jakieś przeświadczenie, że ten rok bedzie wspaniały...nie planuję tylko afirmuję i stwarzam rzeczywistość taką jaką chcę żeby była :) a co do podsumowań... lubię spojrzeć na siebie z perspektywy czasu (zwłaszcza, że to się jakoś tak nakłada u mnie z dość depresyjnym listopadem i magicznym zwycięstwem optymizmu grudniu, a dzięki temu nowym, świeżym spojrzeniem na świat) przypomnieć jak ten rok ma się do wcześniejszych oczekiwań (o ile je miałam) i co miłego, zaskakującego, ciekawego sie wydarzyło, jak się zmieniło moje zdanie na pewne rzeczy, ludzi itp...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się porobiło :D Akurat ten tekst był w fazie powstawania tydzień temu, ale akurat miałam wenę do napisania tego, jak wyglądał mój sylwester. Twojego wpisu jeszcze nawet nie czytałam :(

      Usuń
    2. :) masz dobry "tajming" ;) hehehehe... tak sobie pomyślałąm... wchodzę tutaj, a tu zjebka podsumowan i planów ;) to sobie pomyślałam, że pewnie do mnie zajrzałaś... D

      Usuń
    3. Nie, poirytowały mnie nudne podsumowania, które czytałam po raz 15. jednego dnia - 1 stycznia :D

      Usuń
  2. A tam ... :) Ja i tak mam w Tobie mega Motywacje , piszesz właśnie inaczej niż wszyscy i to jest fajne , Ja to lubię sobie zrobić " postanowienia " bo już się przekonałam że daje radę je realizować , ale nie mogą być za długo terminowe :) :* Powodzenia w nowym roku i tak na koniec , spełnienia marzeń i abyś była szczęśliwa i ciągle uśmiechnięta w 2014 :* :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie liczy się raczej trzymanie pewnej tendencji, trzymanie jakiegoś poziomu, niż postanawianie i osiąganie celów wagowych. Jakoś po osiągnięciu upragnionego celu łatwiej mi wtedy tyć niż jak patrzę na to jak na jakiś proces. Trochę jak w sztukach walki - liczy się droga, żeby raczej gdzieś iść, a niekoniecznie dojść. Aczkolwiek małe cele są dobre, tak po kawałku, małymi krokami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, coś w tym jest z tym procesem. Nawet zauważam, że jak osiągnę cel, to nie cieszę się, tylko tracę nim zainteresowanie :/

      Usuń
  4. A jednak fajnie sobie pomarzyć, że kiedyś będzie się wyglądało jak młoda Angelina Jolie i wszystko jest w zasięgu ręki :)
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam postanowienia dwa na nowy rok:koniec złudzeń i bylejakości i wtym zawiera się wszystko.Koniec ze złudzeniami, że schudnę nic nie robiąc i koniec ze złudzeniami dotyczącymi pewnego pana...I robić wszystko na 100 procent,a nie na 40,czyli koniec z bylejakością...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh z tymi złudzeniami co do pewnych panów to rozumiem jak nikt...

      Usuń
    2. mam identyczne postanowienia, coz, tych panow karmiacych nas zludzeniami jest wiecej ....

      Usuń
  6. ahh,u mnie nowy rok rozpoczął się z myślą 'zrywam stosunki z ludźmi z którymi relacje są niezdrowe" no i się udało. a ostatni akapit...daje dużo do myślenia.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja, stworzyłam bardzo długą listę postanowień noworocznych i nadal cieszę się z tego. Bo nowy rok to świetny impuls, żeby faktycznie coś zmienić, w poprzednim roku mi się udało, więc czemu teraz ma nie wyjść?

    OdpowiedzUsuń