niedziela, 1 czerwca 2014

Ludzie są naprawdę dziwni

Uff...jakoś wybrnęłam ze swojego okropnego poczucia bycia grubą i brzydką. Jak mi się to udało? Za pomocą osób trzecich. A dokładnie dzięki panu, z którym byłam na sobotniej randce.

Ok przyznaję, nie ma co przeceniać innych. Nie udałabym się na randkę, gdybym jakoś siebie nie przekonała, że nie jest źle, że wystarczy odpowiednio się ubrać, ufryzować, umalować i że mogę ubrać spódnice oraz znowu czuć się po prostu kobieco. 


Kiedy tak wystrojona stanęłam przed lustrem znowu poczułam moc. Wspaniałe uczucie, które jednak muszę przyznać, pojawia się tylko kiedy jestem na diecie. Wystarczy, że zjem obiad u mamy, albo jestem po świętach i niby mogę wizualnie wcale się nie zmienić, ale w swojej głowie wyglądam jak stary Ikarus wypełniony ludźmi po korek. Wtedy po prostu mam ochotę schować się w domu i pobyć kilka dni na diecie w ukryciu, tak żeby nikt mnie, ani moich fałdów, nie widział.

Ale w sumie nie o tym chciałam. 

Umówiłam się na randkę ze starszym od siebie o 10 lat mężczyzną, który po niedojrzałym emocjonalnie A. i M. miał być dobrą odskocznią. Starszy facet - w moim mniemaniu - miał być już dojrzały, o ugruntowanych poglądach, pogodzony ze sobą, świadomy swoich słabości itd. Okazuje się, że i faceci, którym bliżej do czterdziestki niż trzydziestki potrafią mieć nieźle w czubie ;).


Zaczęło się niewinnie. G. dał mi coś powiedzieć, ale potem szybko przejął kontrolę nad rozmową i zaczął snuć swoje teorie, które były...cóż...odważne.

G. stwierdził, że jest starszym panem w kryzysie wieku średniego, a objawia się to zaciąganiem młodszych pań do łóżka i rozbijaniem drogich samochodów. Przyjęłam to do wiadomości lekkim uniesieniem brwi i porządkowaniem w głowie opinii na jego temat. G. nie widząc z mojej strony ostrej reakcji, której się spodziewał (czyli krzyku, oblania go winem, stanowczego powiedzenia, że jest głupi) zaczął snuć swoje historie dalej. Usłyszałam, że poszedł do lekarza z powodu braku ścisłej symetrii palców u stóp (w głowie: "Ja pierdziele, trafiłam na regularnego psychola!", na zewnątrz: pokerface) i że młodsze panie są łatwe do szkolenia w zakresie prania, sprzątania i gotowania. 

Po usłyszeniu tej tyrady rodem z XIX wieku stwierdziłam, że chyba już pora na mnie i zapytałam uprzejmie, czy on serio wierzy w to co mówi? No i wtedy zaczął się hardcore. 

G. stwierdził, że wszystko co mi do tej pory powiedział to nieprawda i on jest bardzo zdziwiony, że mu uwierzyłam. Nie będę dokładnie opisywać naszego dialogu, ale randka przerodziła się w test psychologiczny i IQ naraz, bo G. - jak mi się wydaje - chciał mnie wybadać i sprawdzić jak na różne rzeczy reaguje, czy poddaje się manipulacjom, a ostatecznie - jak szybko zaciągnie mnie do łóżka. Chyba bardzo go rozczarowałam, bo nie miałam ochoty brać udziału w testach i po prostu stwierdziłam, że spieszę się na inne spotkanie. Potem tylko dostałam wiadomość, że on bardzo dziękuje mi za spotkanie i teraz zastanawia się czy już może próbować mnie zaciągnąć do łóżka, czy ma jeszcze chwile poudawać...


Nie wiem co w moim przypadku przeważyło nad - moim zdaniem - osiągnięciem moralnego sukcesu (bo muszę przyznać, że przez chwilę brałam pod uwagę wdanie się w tę dziwną relację). Przede wszystkim sama lubię panować nad sytuacją, a wytrącanie mnie z równowagi zaowocowało bardziej rozdrażnieniem, niż zaintrygowaniem, czy cokolwiek chciał osiągnąć. Poza tym chyba szybko załapałam jego metody i zadając proste pytania o cel mogłam szybko odzyskać kontrolę nad sytuacją. Najważniejsze jednak - udowodniłam sobie, że już nie potrzebuję romansów do podniesienia sobie samooceny i mam na tyle wysokie mniemanie o sobie, że nie musiałam mu udowadniać, że mam wysokie IQ :P

Co by to nie było...jestem z siebie dumna :)

9 komentarzy:

  1. Ciam, skad Ty wynajdujesz tych popaprancow? Rosna drzewach, ukrywaja sie w krzakach czy czaja w intercie? Albo mnie sie nigdy nie zdarzylo spotkac takiego swira, albo Ty ich demonizujesz i karykaturalnie przedstawiasz wydarzenia... jesli tak to masz prawdziwy talent. Pomysl o tym, nie powinien sie zmarnowac :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie moja droga...;)

      Usuń
    2. Czytałam kiedyś artykuł autorstwa pana, który parał się korespondencją z nigeryjskimi następcami tronu będącymi w opalach finansowych, aby uchronić przed nimi resztę internetów... Analogia? ;)

      Usuń
  2. Ciam, facet, który do 40tki nie ma żony ani partnerki jest a) ruchaczem, b) mamisynkiem, c) wariatem. Oczywiście nie dotyczy to rozwodników i facetów, którzy oczywiście w związkach byli. Uważaj na internet, naprawdę można się nieźle naciąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha, rozbrajają mnie Twoje historie :)
    Kiedyś na studiach, w ramach 'próbowania wszystkiego' umówiłam się z poznanym przez net facetem który twierdził, że miał 36 lat. Na żywo wyglądał bardziej na 10 więcej, no ale w każdym razie mówił że chce się spotkać tylko towarzysko, bo interesuje go moja osoba i wymiana myśli, od razu zapowiedział 'nie myśl że mam ochotę cię dotykać, czy coś', po czym już po tym pierwszym spotkaniu chciał mnie pocałować, haha :D
    Generalnie net jest pełen popaprańców. Normalnych facetów w swoim życiu poznawałam gdzieś w realu, tych toksycznych, zawsze przez net.

    OdpowiedzUsuń
  4. co za idiota! ale tacy się zdarzają, coś sama o tym wiem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale wieje desperacją... umawiać z kimś nieznanym, o kim się nic nie wie - na randki... I co to ma wspólnego z podniesieniem poczucia własnej wartości? Bo ja tego nie wiem. Właśnie wręcz przeciwnie. Wyobraź sobie, że jakaś znana aktorka też by tak robiła, albo jakaś bizneswoman, artystka... Nie, one na takie spotkania nie będą chodzić. Ty jednak chodzisz, podświadomie uważasz się za kogoś gorszego od nich, Twoja samoocena więc leży. Wykorzystaj dobrze internet i poszukaj w nim dobrego terapeuty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahah rozbawiło mnie to porównanie mnie do znanej aktorki :D

      Usuń