środa, 26 sierpnia 2015

Poronienie

No dobra, poroniłam w mniej więcej drugim miesiącu związku.

Nie żałuję jednak. Zauważyłam, że niepokój i smutek napędzają mnie, sprawiają, że uciekam przed nimi w ramiona nowych przygód, emocji i wydarzeń. Bez tego nie byłoby mnie w Kanadzie i nie robiłabym wielu rzeczy, bo byłoby mi za dobrze i zbyt wygodnie.


Z przyzwyczajenia zaczęłam siebie osłabiać myśląc o sobie, że jestem do niczego, że może Mason dostrzegł, że jestem słaba i szukałam w jego ramiona pociechy zbyt nachalnie.

Tak się jednak złożyło, że mój były do mnie napisał. Po iluś tam latach (może dziewięcu?) w końcu potrafiłam mu powiedzieć, że nie noszę w sercu urazy. Temu chyba ulżyło i stwierdził, że zawsze będzie mnie ciepło wspominać.

Kiedy mam wątpliwości czy uda mi się jeszcze kiedykolwiek stworzyć związek przypominam sobie, że przecież już jeden zbudowałam. Chyba nawet udany. No i jak mantra, że miłość mnie znajdzie, że jestem warta, bleble itd.

Z tym blogiem też nie potrafię się rozstać. Rozstania nigdy nie były moją mocną stroną.


2 komentarze:

  1. Nie rozstawiaj się, relacje z wycieczek i fragmenty z życia wycięte są bardziej prawdziwe gdy widać w nich człowieka. A człowiek to emocje :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, zapraszam na mój blog. :)
    http://nienawidzekilogramow.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń