piątek, 18 lipca 2014

Teoria spiskowa

Jakiś czas temu dokonałam pewnego niemiłego odkrycia, który spowodował natłok myśli i w efekcie powstanie teorii spiskowej. W polskim powietrzu "coś wisi", a do naszego jedzenia dosypują nie-wiadomo-czego żeby nam brzuchy równo i dokładnie puchły.

Po powrocie z wakacji byłam zachwycona nie tylko piękną opalenizną, niezwykłymi zdjęciami i wspomnieniami. Również czułam radość z powodu wyraźnie luźniejszych ubrań. Pomyślałam, że skoro tak, to tym bardziej powinnam zabrać się do roboty, jeść zdrowo i przykładnie oraz pójść na ćwiczenia. Jak pomyślałam tak zrobiłam.


Trzymałam równo dietę, zero grzeszków, o ćwiczeniach też już wspominałam. Jakież było moje zdziwienie kiedy ubrałam wiszącą na mnie podczas wakacji spódnicę, która teraz znowu jest opięta. Jakim cudem? Przecież jem mniej, ćwiczę nie za dużo, ani nie za mało (3x w tygodniu).Dlaczego do cholery spuchłam?

Na wakacjach za to w ogóle nie myślałam o diecie. Prawdę mówiąc liczyłam się z nadwyżką, bo a tu kebab, a tu bułka, nie mówiąc o słodkich napojach. Fakt faktem dużo chodziłam i to mogło spalić niejedną kalorię, ale tutaj chyba nawet więcej palę kalorii, bo jak nie ćwiczenia, to dziennie minimum 10 km. na rowerze (jak nie pada, a i wtedy się zdarza).

Rozgoryczona napisałam do koleżanek, że chyba już wiem dlaczego miliony ludzi na całym świecie ma problem ze schudnięciem. "Oni" (bo zawsze są jacyś "oni") dodają nam czegoś do jedzenia i jedząc nawet tylko liść sałaty dziennie nie schudniesz, bo sałata pewnie popryskana spulchniaczem brzucha. Czyżby moja waga była nie tyle zależna od ilości jedzenia, co od klimatu i miejsca pobytu wolnego od "nich", lobbystów farmaceutycznych?


W każdym razie zdrowy rozsądek podpowiada, że może skoro nie myślałam o jedzeniu, to jadłam naprawdę mało i z dużymi odstępami czasu. Albo jedzenie w ciepłych krajach jest po prostu inne i już. Inna mąka, inne przyprawy, inne coś co mi służy.

Z tego wszystkiego pomyślałam - a gdyby tak zamiast Kanady wybrać gorącą wyspę, pomieszkać na niej przez rok i wrócić do Polski opalona i szczupła? Żeby było śmieszniej, nawet poznałam pana, który z ogromną radością by mi pomógł w zakwaterowaniu itp., ale z wiadomych powodów odmówiłam. Wiesz, w każdym bogatszym od Polski kraju znajdzie się jakiś pan, który proponuje obywatelstwo za małżeństwo i wyrwanie się z tej strasznej i ubogiej prowincji (Polskę myląc z Rosją i Ukrainą).

Pewna myśl jednak sprowadziła mnie na ziemię. Mnie i moją teorię spiskową. Zapomniałam, że zbliża mi się okres...

4 komentarze:

  1. "oni" to teoria uniwersalna, sprawdza się niemal w każde dziedzinie życia

    OdpowiedzUsuń
  2. W ciepłych krajach wypaca się tłuszcz. To jest moja teoria i nie zawaham się jej trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  3. tyle czasu się odchudzasz i nie rozumiesz, jak działa organizm? sama piszesz, że dostarczałaś słodkie bułki i napoje podczas wakacji i to nie zostało bez konsekwencji. Myślałaś, że zbędne kalorie i masa węgli od razu odłoży się w postaci tłuszczu? To jest proces, który trwa i właśnie odczuwasz tego skutki. To raz. Po drugie - jedzenie liścia sałaty przysłowiowego czyli zmniejszanie liczby kalorii w celu schudnięcia działa tylko przez kilka miesięcey. Potem jest jojo i rozwalony metabolizm, który skutkuje przytyciem od tego własnie liścia sałaty. Jeść trzeba tyle, ile trzeba - wazne jest CO się je. Czyli więcej białka, węgle tylko dobre, odstawić cukier, gluten i mleko krowie. Ćwiczenia - nie za dużo. Nie siłowo! Aerobowo i bardziej na rzeźbę - lkto oczekuje spadku kg po ćwiczeniach wierzy w bajki. To jest nierealne. Dieta to podstawa - czyli TO CO SIĘ JE. Oblicz, ile potrzebujesz kalorii dziennie do życia i jedz tyle, ile musisz, zwracając uwagę na białko - dużo ryb, indyka, owoców morza, wody, błonnik - i schudniesz. Oczekiwanie, że żarcie fast foodów na wycieczkach pozostanie bez konsekwencji to myślenie trzynastoletniej naiwnej panienki - nie uwsteczniaj się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, lekko i z przymrużeniem oka napisany post. Ja też mam podobną teorię spiskową, jakimś cudem zawsze z wakacji wracam szczuplejsza, mimo, że przyjemności jedzeniowych sobie nie odmawiam ;)

    OdpowiedzUsuń