piątek, 23 maja 2014

Gotowanie poprawia humor?

Wpadłam w przedburzowe przygnębienie. Mówię przedburzowe, bo z niewiadomych powodów zaczęłam myśleć o tym, że czas pogodzić się z tym, że w życiu nie będę szczupła. Chwilę potem błysnął piorun i nastąpiło gwałtowne oberwanie chmury.

W tych jakże malowniczych okolicznościach zaczęłam zastanawiać się nad tym, że coraz mniej się sobie podobam, niechętnie pokazuję nawet łydki (co jeszcze niedawno nie sprawiało mi najmniejszego problemu) i co bym zrobiła, gdybym powiedziała sobie raz a dobrze: ok Ciam, nie trudź się, nigdy nie będziesz top-modelką.

Pomyślmy nad dwiema opcjami. Pierwsza jest taka, że dodałabym: "ale i tak jesteś fajna, wartościowa babka" i przestała być neurotyczna. Boże, jak dobrze. Odpoczęłabym od wiecznych lęków samotności, poczucia zagrożenia i zaczęła normalnie funkcjonować nie zastanawiając się nad tym, że swoją osobą urągam poczuciu estetyki. Nie dokopywałabym sobie w myślach, ani nie bała się konfrontacji z innymi. Nie sprawiałabym wrażenie zawstydzonej i lękliwej. W ogóle miałabym w dupie co kto o mnie myśli.

Drugie wyjście jest oczywiście tego przeciwieństwem. Powiedzenie sobie, że i tak dieta mi nie wyjdzie byłoby zwykłą wymówką dla zjedzenia czekolady/lodów/frytek/whatever i udowodnieniem sobie i całemu światu, że jestem beznadziejna. Na to pozwolić sobie nie mogę, bo cofnęłabym się o jakieś dwa lata. Zresztą nawet nie chcę. 


Skąd w ogóle takie myśli? Jestem sfrustrowana swoim metabolizmem. Walczę ciągle ze swoim ciałem, który broni się rękoma i nogami (hyhy wyobrażasz to sobie? :D) byle tylko nie spalić tłuszczu. No, ale przecież nie można walczyć ze sobą, z własnym ciałem, które trzeba szanować, a nie myśleć, że jest paskudne i do niczego. Stąd myśl, żeby pogodzić się, że najzwyczajniej w świecie - szczupła nigdy nie będę, choćby nie wiem co. No trudno, nie założę na plaży dwuczęściowego kostiumu, miniówki, ani nawet nie będę miała długich włosów. 

A wiesz co jest najgorsze? Że jak pomyślę, że w życiu nie będę szczupła, to zaraz czuję lęk, że nigdy nikogo normalnego nie znajdę. Z tym strasznym lękiem samotności i pragnieniem bycia w związku też muszę się pogodzić, bo przed ludźmi (a już na pewno przed sobą) chcę pokazać, że jestem niezależna i nikogo nie potrzebuję. 

W międzyczasie burza minęła, a ja zrobiłam dżem z owoców róży ze stewią, bo ten syrop glukozowo-fruktozowy w sklepowych dżemach źle wpływa na moje samopoczucie :P No i jakoś mi się humor poprawił od tego gotowania.

10 komentarzy:

  1. owoce róży są chyba niezawodne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. doskonale Cię rozumiem-moja waga rano dzisiaj 78.7 a wczoraj rano 77.4 - można przytyć 1,5 kg prawie w jeden dzień? można, tylko dlatego, że się zjadło wczoraj obiad...mam taki zły okres w Twoim życiu, że nawet nie mogę nic napisać na swoim blogu, bo byłoby się to tylko użalanie nad sobą. Obie wiemy - gruba=sama. A może niekoniecznie? Dzisiaj poprawiałam matury, moje dwie koleżanki grubsze o wiele ode mnie, ale mają po dwoje dzieci i mężów. nie wiem, jak się z tym czują, bo to temat tabu między nami, ale im wolno...Jezu, czy będzie kiedyś normalnie? Musimy się wziąć za siebie, tylko muszę mieć jakiegoś kopa, a na razie chciałabym się zajeść (lub zagłodzić) na śmierć, ale nie da rady - jest mi źle, bardzo źle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od obiadu raczej sie nie tyje, chyba, że jest sie na głodówce :/ A swoją drogą ty już dawno nie jesteś grubasem :) moim zdaniem Twoja samotność to Twój wybór. Mój zreszta też, w końcu miałam kilku absztyfikantów :D

      Usuń
    2. nie masz racji - samotność to nie jest mój wybór - nikt świadomie nie skazuje się na samotność, ja też tego nie robię-za mało o mnie wiesz, by mnie tak osądzać, blog to tylko część całej prawdy o mnie, ta większa - nigdy nie ujrzy światła dziennego

      Usuń
    3. Oczywiście, że nie znam całej prawdy, ale cały czas dowiaduje sie, że to my tworzymy własną rzeczywistość i możesz płakać w poduszke i wyć do ksieżyca, że czujesz sie samotna i nie chcesz tak sie czuć, ale to tylko przykrywka.

      Nie wiem oczywiście wszystkiego, sama sie dziwie i wkurzam, że jak to - przecież chce kogoś poznać i tesknie za miłością, a nie moge, wiec to pewnie wina mojego wyglądu. Na coś zwalić trzeba :D Poza tym Twoja ostra reakcja pokazuje, że może jednak mam racje?

      Usuń
    4. a czy ma to jakieś znaczenie jeśli chodzi o rację? Ty masz jeszcze większe szanse na ułożenie sobie życia, jesteś młodsza, wolna, nie masz sflaczałego ciała jak ja - poza tym, do bycia z kimś na co dzień potrzebna jest jedna najważniejsza rzecz - MIŁOŚĆ, nie da się być z kimś tylko po to, by nie być samemu - przynajmniej ja nie potrafię. Na prawdę trzeba się kochać, by myśleć z kimś o ułożeniu życia - a ostra reakcja? bo potrzebuję pocieszenia, a nie mojej psychoanalizy - ja już taka francowata jestem, i tak zrobię, co uważam za słuszne dla siebie i co czuję, bo tylko ja, nikt inny przeszłam, co przeszłam - zawsze odrzucana, zawsze niekochana, to czemu się dziwić? a, i nie napisz mi zaraz, że mogę cos zrobić ze swoim sflaczałym ciałem, bo nie mogę - to 70 kg mniej, wiszą ręce, brzuch, nogi, a teraz iść na operację to zbyt duże ryzyko, bo jednak mam już dla kogo żyć...u mnie to też wiek - powinnam była się odchudzać 15 lat temu, a nie, jak byłam po 30, no ale co zrobić...wiele rzeczy powinnam była zrobić inaczej itd. itp...

      Usuń
  3. Witaj.
    Dodaję do obserwowanych.
    Jesteś wartościowa, ale musisz, to czuć całą sobą. Wtedy się spełnia marzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczytaj komentarze z początku bloga i może chociaż teraz weź je sobie do serca.
    Które?
    Ano te np. które mówiły o tym, że waga 55 kg przy Twoim wzroście i obecnej wadze jest nierealna, że lepiej wyznaczać sobie małe cele, np. chudnąć po 10 kilo i utrwalać
    Albo te, które mówiły, że dieta powinna opierać się na białku, bo białko reguluje przemianę materii i zmusza organizm do pracy nad spalaniem
    Albo te, które mówiły, że przesadzasz z ćwiczeniami i że dawno udowodniono bezsens intensywnego ćwiczenia dla samego odchudzania, bo efekt może być wręcz odwrotny
    Albo te, które mówiły, że zaczniesz chudnąć, jak pokochasz siebie i zrozumiesz, że jedzenie szkodliwych dla Twojego zdrowia rzeczy (nie chodzi tylko o chemię, ale o cukier i gluten, które powodują otyłość, a otyłość jest chorobą) jest objawem autoagresji i nienawiści do siebie samej
    Albo te, które radziły Ci terapię u specjalisty w dziedzinie zaburzeń żywienia
    Albo te, które przepowiadały Ci, że nic z Twojego odchudzania nie będzie, bo zabierasz się do tego od dupy strony, z niewłaściwych motywacji i w niewłaściwy sposób.
    Olałaś te komentarze, zmarnowałaś rok życia, jesteś w punkcie wyjścia.
    Projekt "chuda dziwka". Błagam, litości... Nie lepiej być normalną dziewczyną, która lubi ludzi, świat, a także siebie?

    Ktoś, kto kocha siebie, nie będzie faszerował się gównianym jedzeniem na bazie cukru i mąki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, dzieki za komentarz. Musze jednak sprostować pewne rzeczy, bo widzę, że jesteś osoba, która lubi osądzać ludzi nie znając do końca faktów, a już na pewno nie mojego menu :).

    Znam bardzo dobrze wszystkie te rzeczy jak odpowiedni rozkład b/t/w, szkodliwości słodzika, przetworzonego żarcia, nie jem glutenu i czytam cały czas artykuły/blogi/książki dotyczące szkodliwości pszenicy i ogólnie zboża.

    Nie pamietam, żeby ktoś mi pisał, że za dużo ćwicze, a intensywność treningu ustalałam z trenerem.

    O ważności pokochania siebie też nikt mi nie pisał, tylko ja sama o tym trąbie:), poza tym u terapeuty też byłam. Mylisz sie jednak, że wystarczy TO wiedzieć, pójść ew. do specjalisty i po miesiącu być nowo narodzonym człowiekiem bez kompleksów. To długotrwały proces, dlatego pisanie mi, że ZMARNOWAŁAM rok nie jest myślą zbyt pocieszającą. Jakby Ci aż tak strasznie zależało na pomocy innym to byś nie wyrzucała komukolwiek, że zmarnował czas, bo w śpiączce nie byłam i uważam, że ten rok był wprost przeciwnie - bardzo dla mnie ważny i pouczający.

    Ps. Nazwa planu "chuda dziwka" to akurat był żarcik, moim zdaniem dość oczywisty, rozumiem, jednak że nie każdy chwyta mojego poczucia humoru.

    OdpowiedzUsuń
  6. jezus ile emocji w temacie chudych dziwek i godzenia się z realiami. przyglądam się z ekscytacją!

    OdpowiedzUsuń