sobota, 8 grudnia 2012

Cierpię...

Kolejny dzień cierpię niewyobrażalne katusze. Boli niemal wszystko, a najgorzej ramiona. Tak. Byłam w fitnessclubie.

Pierwszy trening miałam w poniedziałek. Tańczyłam zumbę, która w moim mniemaniu jest przereklamowana i dla mnie za słaba (w sensie nie spociłam się). Potem, w czwartek poszłam na trening wytrzymałościowy, który jest najlepszym wyjściem dla odchudzających się. I to był błąd...



Podnosiłam sztangi, ciężarki, ćwiczyłam wszystkie mięśnie i to wszystko z uśmiechem na twarzy. Przed snem jeszcze sobie pomasowałam wszystkie mięśnie masażerem, który rano, okazało się, tym razem mnie zawiódł.

A żeby było śmieszniej, dziś znowu poszłam na trening, tym razem skupiający się na mięśniach brzucha i do tego z piłkami w roli głównej, z których co chwila spadałam. Bez gracji.

Oczywiście żartowałam z tym błędem. Niczego nie żałuję, ale jutro wyjeżdżam na wycieczkę i mam nadzieję, że nie odpadnę po pierwszym kilometrze...

Z drugiej strony w końcu należało mi się. Trochę mi głupio tak chudnąć bez niemal wysiłku przy osobach, które opowiadają o pocie i wylanych łzach. Montignac w swojej książce pisał, że głupotą XXI wieku jest skupianie się na ćwiczeniach, że tak na prawdę wystarczy wieczorny spacerek z psem. W moim przypadku sprawdziło się w 100 proc. Przez 5 miesięcy jadłam według jego zaleceń, a ćwiczenia kończyły się na jeździe rowerem do pracy, albo spacerach.



Czytając o odchudzających się gwiazdach nieraz łapałam się za głowę. Opisy drakońskich diet, minimum dwugodzinne codzienne treningi przerażały mnie. Zastanawiałam się, czy ważąc przykładowo 70 kg. nie będę musiała tego samego robić? Że kiedyś moje bezstresowe chudnięcie na pewno się skończy. Sama zresztą przez to przeszłam. Za pierwszym razem jak schudłam 30 kg., jadłam maksymalnie 1 tys. kalorii i ćwiczyłam 1-2h dziennie bez niedziel.

Tym razem okazało się, że może nawet bez ogromnego wysiłku mogłabym schudnąć te planowe 60 kg? Dlaczego więc zapisałam się na aerobik? Po pierwsze: bo to wielka frajda i wbrew pozorom bardzo relaksuje. Po drugie: bo chcę mieć wysportowaną sylwetkę o którą muszę już teraz zawalczyć. Po trzecie: bo chcę być sprawna fizycznie. I na reszcie po czwarte: żeby skóra mi nie wisiała :).

Nie można też lekceważyć dobroczynnego wpływu na dietę. Po takim treningu nie chcę mi się jeść niedozwolonych rzeczy, a do tego zauważyłam, że waga jest również łaskawsza: wczoraj wyświetliła mi równe 94,5 kg!

7 komentarzy:

  1. Hey :)
    Słyszałam, że jeśli chodzi o Montignaca, to wraz z postępem badań naukowych następują również zmiany w tej metodzie. Dlatego chcialam zapytać wg której książki się odchudzasz, bo również chciałam zacząć,ale wiem, że są rozbieżności pomiędzy nimi, a tobie idzie świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w domu "Szczupła bez wyrzeczeń", ale wskazówki biorę z różnych forów internetowych, zwłaszcza z tego: http://montignac.com.pl

      Usuń
    2. Ok, dziękuję. Na tym forum byłam i jeszcze na jakimś innym,ale tam jest tyle postow i informacji, że wyłapałam te najważniejsze info,ale mam sporo wątpliwości(bo potem zauważyłam,że na forum mają czasem zmodyfikowaną wersję) i właśnie skuszę się na książkę, żeby mieć jakieś solidne podstawy, a potem ewentualnie kombinować.

      Usuń
  2. ja jak cwicze to od razu robie sie glodna
    dlatego cwicze wieczorem i od razu ide sie kapac i polozyc by nie zrec

    OdpowiedzUsuń
  3. czasem fajnie jak tak wszystko boli :) miłych kolejnych ćwiczeń :D i gratuluję spadku :D

    OdpowiedzUsuń
  4. cieszę się - chodzenie na siłownię bardzo poprawia nastrój - ja zumbę kochałam, ale chyba dzięki super prowadzącej...

    OdpowiedzUsuń
  5. ćwiczenia są najlepsze:) a po jakimś czasie jak przestajesz mieć zakwasy to nawet za nimi tęsknisz ;)

    OdpowiedzUsuń